dramat

miasto 44ŚWIATŁA WIELKIEGO MIASTA, CZYLI: JAKA PIĘKNA KATASTROFA…
Od lat rzesze polskich uczniów szturmują kina, ilekroć w repertuarze znajdzie się coś, co przypomina o trudnych losach Polski i Polaków. Słowo „coś” pojawia się tu zresztą nieprzypadkowo, gdyż nierzadko mowa w tym kontekście o koniunkturalnych filmowych wydmuszkach, niekiedy może i atrakcyjnych, ale wewnętrznie pustych, mających tyle wspólnego z porządną kinematografią, co „wyrób czekoladopodobny” z czekoladą. Czy „Miasto 44” wpisuje się w tę niechlubną tendencję?

Czytaj dalej

steve jobsDOBRE KINO, ALE NIE BIOGRAFIA
„Steve Jobs” to już trzeci film o tytułowym bohaterze. Muszę przyznać, że to sporo, jak na kogoś, kto umarł stosunkowo niedawno i budził raczej negatywne emocje. Co do tego ostatniego bowiem, niezależnie od wybranej na seans produkcji, nie ma wątpliwości – Jobs do grona najsympatyczniejszych i najcieplejszych osób nie należał. Ale czy to nie kwestia geniuszu?  Zwykle biografie nasuwają raczej nieprzyjazny obraz podobnych jednostek. Sęk w tym jednak, że mam co do geniuszu Jobsa wątpliwości takie jak Wozniak. Co takiego robił? Co takiego umiał, poza faktem, że należał do grona najznakomitszych manipulantów? Czy faktycznie w imię takich talentów koniecznym było stworzenie kolejnej wersji jego filmowej biografii?

Czytaj dalej

jobsOD HIPISA DO HIPSTERA

Steve Jobs to niekwestionowany ideał każdego nerda i geeka. I informatyka. I programisty. I… businessmana. Dlaczego tych pierwszych – trudno mi pojąć. Szczególnie po filmie „Jobs” w reżyserii Joshua’y Michaela Sterna. W pełni za to dociera do mnie, jakie wzorce z życia i działań współzałożyciela Apple (drugie nazwisko tutaj to Steve Wozniak) czerpać mogą ludzie od marketingowych strategii i zarządzania. A i to nie w pełni, bo z filmu wynika, że Jobs był facetem z zaburzeniami i to raczej nieprzyjemnym, co średnio umacnia jego autorytet.

Czytaj dalej

sala samobójcówTO NIE JEST FILM DLA WSZYSTKICH LUDZI
Sześć lat temu, podczas 38. Ińskiego Lata Filmowego miałem okazję po raz drugi obejrzeć Salę samobójców. Z przyjemnością udałem się na niego ponownie, choćby po to, by przekonać się, czy pierwsze, pozytywne wrażenie sprzed kilku miesięcy nie uległo zmianie. Poza tym, warto było skonfrontować swoją opinię z ocenami redakcji „Ińskie Point”. Recepcja filmu Jana Komasy wśród naszych redaktorów odzwierciedla w dużej mierze odbiór filmu przez widzów w ogóle. A jest on skrajnie zróżnicowany, ponieważ obok peanów pojawiają się zdania zdecydowanie krytyczne.

Czytaj dalej

Yves Saint LaurentTOKSYCZNOŚĆ LUDZI WIELKICH

Trudno byłoby o mnie mówić, jak o wielkiej fance mody. Jasne, zdarzy mi się wpisać w trend, kupić coś na topie, przejrzeć stylizacje czy nowinki z wybiegów; ale dzieje się to raczej w celach informacyjnych niż z powodu dążenia do bycia ikoną stylu. Nie pomyślcie o mnie źle, staram się nie wyglądać jak łachudra, niemniej nie poświęcam temu tyle czasu i finansów, co niektórzy. Do francuskiej produkcji w reżyserii Jalila Lesperta podeszłam więc ostrożnie. Może dlatego, że nie znałam biografii Yvesa i kojarzyłam go jedynie z drogich sklepów, które i tak są zazwyczaj poza moim zasięgiem? Błąd, błąd, błąd.

Czytaj dalej

BogowieLUDZIE, LEKARZE, WIZJONERZY I MIĘSIEŃ-RELIKWIA
Jestem w komfortowej sytuacji nie oglądania telewizji. Gdy szłam na „Bogów” nie wiedziałam w zasadzie, czego się spodziewać. Miałam mgliste wyobrażenie idealnego filmu biograficznego oraz nadzieję, że owa produkcja właśnie idealną będzie. Cofałam się w czasie, wertując obrazy Zbigniewa Religi. Przypominałam sobie historie opowiadane przez tatę, telewizyjne wiadomości, publiczne wystąpienia. I kreowałam postać doskonałą, taką, jaką chciałam zobaczyć na ekranie. Ale to, że brakowało jej charakteru, dostrzegłam dopiero konfrontując swoją wizję z wizją Łukasza Palkowskiego.

Czytaj dalej

świat według spivetaA CZY DZIECI POWINNY BAWIĆ SIĘ BRONIĄ PALNĄ?
Jeżeli słowo „dziwny” musiałoby mieć definicję podaną w człowieku, to jak ulał pasowałby tutaj Jean-Pierre Jeunet. „Miasto zaginionych dzieci”, „Obcy: Przebudzenie” i „Amelia” – trzy bardzo różne od siebie filmy, które łączy jedynie francuskie nazwisko reżysera i surrealistyczne podejście, jakkolwiek również bardzo różnorodne, to doskonały argument dla używania tego przymiotnika w kontekście wspomnianego twórcy. Do tej pory Francuz kojarzył mi się przede wszystkim z kinem przeznaczonym dla widza dorosłego i – to nawet ważniejsze – dojrzałego. Okazuje się, że potrafi także ukryć swoją autorskość pod płaszczem obrazu pozornie familijnego i… łudząco podobnego stylem do produkcji Wesa Andersona.

Czytaj dalej

objawienieOBJAWIENIE? RACZEJ HALUCYNACJE!

Nie wiem, gdzie byłam, gdy świat drżał z wściekłości, dyskutując o dziwacznych decyzjach Lionsgate w sprawie „Objawienia”, ale może to i dobrze, że przed seansem nic jeszcze nie wiedziałam o oburzających decyzjach przedsiębiorstwa – przynajmniej nie podeszłam do produkcji uprzedzona. Nie zmieniło to chyba jednak za wiele. Wciąż bowiem – zgodnie z ogólną krytyką – uważam, że film to dziwny, nieskładny i zwyczajnie niewarty oglądania.

Czytaj dalej

niebo istnieje naprawdęKOMEDIA Z WYZNANIA WIARY
Po recenzji książki Todda Burpo przyszedł wreszcie czas na zrecenzowanie nakręconego na jej podstawie filmu. Przyznać muszę otwarcie, że obejrzenie produkcji w reżyserii Randalla Wallace’a było wyzwaniem równie trudnym, co przeczytanie tekstu pastora. Już we wstępie udzielę wyczekiwanej zapewne odpowiedzi na pytanie, które dręczyć musi wszystkich tych, którzy zapoznali się z recenzją książki Burpo – tak, są w filmie i problemy finansowe, i wydalanie kamieni nerkowych. Niestety, nie ma przycinanego przez bagażnik palca. I może to był właśnie błąd reżysera? Trochę krwi zawsze podkręca atmosferę i notowania filmu.

Czytaj dalej

lewiatanDROGA DONIKĄD
Rosyjscy twórcy to masochiści. Lubują się w narodowościowym autotematyzmie; w zamykaniu własnej tożsamości w skrajnych, surowych i bezkompromisowych obrazach. Walczą o, i tak już wysoką, pozycję w dziejach kinematografii, zamiast łokci używając butelek wódki, a w miejscu stóp – politycznych, cierpkich manifestów. „Lewiatan” nie jest inny. Film Zwiagincewa przekracza ustanowioną (w większości przez niego samego) granicę dosadności, sprawiając widzowi niemalże fizyczny ból; pozostawiając go z ciężką głową, ciężkim sercem i buntem, którego nie da się wypowiedzieć.

Czytaj dalej

projekt mSPRAGNIENI NISZOWEGO SF
Jeżeli poszukujemy filmu, gdzie tańczą Hindusi, nie sięgniemy do kina niemieckiego. Jeżeli mamy chrapkę na komedię romantyczną z hollywoodzkimi gwiazdami, nie będziemy jej szukać wśród produkcji z Cypru. Z kolei, gdy najdzie nas ochota na solidne kino science fiction, będziemy się rozglądać wśród produkcji wysoko-, a nie niskobudżetowych. Co więcej, w pierwszej kolejności przejrzymy zapewne propozycje Stanów Zjednoczonych. Tymczasem, całkiem niedaleko od Hollywood i milionowych nakładów finansowych, w Kanadzie, narodził się „Projekt-M” – niskobudżetowa produkcja, która tylko nieznacznie odbiega od kolosów z pierwszych miejsc zestawień wydanych na realizację filmu fortun.

Czytaj dalej

urodzeni zwycięzcyURODZENI PRZEGRANI
Filmy o nałogowcach, to jeden z typów produkcji, które szczególnie mnie dotykają. Nie dlatego, że mam jakieś prywatne doświadczenia z tym związane, ale dlatego, że niezwykle silnie oddziałuje na mnie wizja trwania w pewnym liminalnym stanie – pomiędzy pragnieniem kontynuowania działań nałogowych, świadomością dramatyzmu swojego położenia i złudną wiarą w to, że można przestać – cokolwiek się robi – w każdej chwili. Śledzenie kolejnych złych wyborów i swoistego studium upadania oraz pewność, że bohater z tragicznej sytuacji przejdzie w jeszcze gorszą, sprawiają, że oglądania podobnych filmów to katorga dla moich nerwów i kondycji psychicznej, rozdzieranej między współczuciem, wściekłością i rozczarowaniem. Nie inaczej było w przypadku seansu filmu „Urodzeni zwycięzcy”.

Czytaj dalej

chórPOŻEGNANIE Z TALENTEM
Bodaj Angelina Jolie zastanawiała się publicznie nad tym, dlaczego akurat jej udało się odnieść sukces. W tak skróconej wersji brzmi to może nieco jak sztuczna skromność, jednak clue zagadnienia znajduje się w zupełnie innych rejonach problematycznych. Pytanie gwiazdy dotyczyło punktu startowego każdego aspirującego do sukcesu człowieka. Dlaczego – pytała Jolie – ja miałam szansę rozwoju, a wiele, często i bardziej utalentowanych osób, musi walczyć o każdy dzień, zamiast demonstrować światu swoje talenty? Te rozważania przypomniały mi się wraz z początkiem filmu „Chór”.

Czytaj dalej

pionek(NIE)WYRAŹNE SZALEŃSTWO
Nie pamiętam dokładnie swojej pierwszej rozgrywki szachowej. Mam w głowie jedynie strzępki wspomnień. Pięcio- czy sześcioletnia ja, piętro przedszkola, niewielka sala, szachownica, stary zegar z przyciskami i intensywnie wyperfumowana, ufarbowana na blond starsza pani, z błyskiem w oku tłumacząca sposób poruszania się poszczególnych figur. A może wcale nie była blondynką, nie była starsza, nie pachniała tak intensywnie? Może nie musiała nawet niczego tłumaczyć, może już wtedy wiedziałam (od taty?), jak zagrać szewskiego mata? W mojej głowie skrzy się też obraz jakiegoś turnieju – szachownic na słońcu, gromady dzieci i błyszczących się pucharów. Chociaż to wszystko nieco mnie konfunduje, to daleka jestem od mentalnego skomplikowania z jakim zmagać musiał się bohater filmu „Pionek”.

Czytaj dalej

pogorzeliskoKOTWICA PRZESZŁOŚCI
Napisać, że „Pogorzelisko” to film o wojnie, to jakby nic nie napisać. A jednak. To film o wojnie. W całej rozpiętości znaczeń tego stwierdzenia. To film o cierpieniu, o przemianie, o miłości i nienawiści; to obraz wydarzeń i emocji, które przekraczają możliwość ludzkiego wyobrażenia. „Pogorzelisko” to ból, ale i nadzieja; to wytrwałość, ale i załamanie; to brutalność, ale i delikatność; to wiara – w siebie, w swojego boga i świat – ale również jej utrata.

Czytaj dalej

Zapraszam do lektury mojej debiutanckiej powieści oraz na fanpage Alice Hill :).

Partnerzy:
Partnerzy:
Współpraca:
Współpraca:
zBLOGowani.pl