horrory

projekt lazarusTRZYNASTKA ZNÓW RATUJE LUDZKIE ŻYCIA
„Projekt Lazarus” właściwie niczym nie nęci. Filmowy plakat zanadto przypomina kino klasy B, a zwiastun wydaje się bardzo nieprofesjonalny – zwłaszcza, jak na wabienie widzów sloganem: Film producenta „Naznaczonego” i „Paranormal activity”. Dopiero opis produkcji i obsada aktorska coś obiecują. Niekoniecznie są to przyrzeczenia doświadczenia strachu z najwyższej horrorowej półki, ale wystarczające bym się skusiła.

Czytaj dalej

klaunBARDZO POWAŻNA KOMEDIA
Nie wiem, ile miałam lat, gdy moja chrzestna sprezentowała mi na urodziny lalkę-klauna, który po naciśnięciu brzucha śpiewał „Happy Birthday”. Już wtedy bałam się jego wymalowanej twarzy, zabarwionych włosów, a przede wszystkim demonicznego uśmiechu, który w mojej wyobraźni był zawsze przerażający, a nigdy zabawny. Do seansu „Klauna” Jona Wattsa przystąpiłam więc z dużą dozą niepewności. Z jednej strony miałam nadzieję, że wreszcie powstał jakiś horror, który mnie przestraszy; z drugiej – obawiałam się sennych koszmarów. Tymczasem nie dostałam ani jednego, ani drugiego.

Czytaj dalej

noc oczyszczenia: anarchia

#PRZETRWAJNOC
Kasowy sukces „Nocy oczyszczenia” sprawił, że na realizację drugiej odsłony tegoż cyklu przeznaczono trzykrotnie więcej środków. To wciąż suma, która nie zwala z nóg, niemniej w tym przypadku to spory postęp. Trzeba zresztą przyznać, że zmiana ta została przez reżysera i scenarzystę serii, Jamesa DeMonaco, skrupulatnie wykorzystana. „Noc oczyszczenia: Anarchia” to już nie kameralny thriller, a pełnokrwiste kino akcji, choć wciąż niepozbawione atutów pierwsze części cyklu. Czytaj dalej
noc oczyszczeniaSUBLIMACJA POPĘDÓW
W 2013 roku, gdy swoją premierę miała pierwsza odsłona „Nocy oczyszczenia”, niewielu jeszcze słyszało o Jamesie DeMonaco. Młody twórca miał na swoim koncie zaledwie jedną produkcję – „Mały Nowy Jork” – która w dodatku nie zatrząsnął kinematograficznym światem. Sama „Noc oczyszczenia” zresztą także nie pojawiła się w filmowym świecie z wielkim hukiem. Bardziej przysłużył się jej, jak sądzę, marketing szeptany.

Czytaj dalej

Jako w piekle, tak i na ZiemiPORZUĆCIE WSZELKĄ NADZIEJĘ, WY, KTÓRZY TO OGLĄDACIE
To, co lubię w wyścigach na pomysły kolejnych horrorów, to nazwy produkcji. Obecnie obserwujemy ponowne zainteresowanie motywem przekazów biblijnych i demonów rodem z katolickich wyobrażeń. Było „Zbaw nas ode złego”, przyszedł czas na parafrazę i „Jako w piekle, tak i na Ziemi”. Jak też łatwo się można domyślić, to rzecz pozbawiona subtelności. I kiedy autor tytułu pisze „tak i na Ziemi” to ma na myśli Ziemię, a kiedy pisze „piekło”, to ma na myśli coś… głęboko i w katakumbach. Zgodnie z wyobrażeniem, że struktura świata przebiega piętrowo i tylko drabiny nam brak.

Czytaj dalej

Klątwa StyriiI NARODZIŁ SIĘ WAMP
„Carmilla” Josepha Sheridana Le Fanu jest jednym z ważniejszych utworów XIX wieku. Szczególnie dla rozwoju literatury grozy i fantastyki z tego kręgu. Tekst pozwolił jednak nie tylko na rozwój gatunkowy, ale ukształtował pewne wzorce – zarówno dla późniejszych autorów literackich, jak i filmowych. To właśnie „Carmillę” przyjmuje się za utwór prekursorski dla późniejszego dzieła Brama Stokera, ale również całego nurtu filmowego wampa. Kobieta-demon pełna seksualnego napięcia, przerażająca i pociągająca jednocześnie; Enid Bennett, Mae West, Marlena Dietrich – je wszystkie, świat zawdzięcza przede wszystkim Josephowi Sheridanowi Le Fanu. Podobnie reżyserzy i scenarzyści „Klątwy Styrii” – Mauricio Chernovetzky i Mark Devendorf – zawdzięczają pisarzowi inspirację dla swojego debiutanckiego filmu.

Czytaj dalej

blair witchWIEDŹMA Z BLAIR KONTRA DRONY
Był rok 1999, gdy świat obiegła sensacyjna wiadomość o zaginięciu trójki studentów szkoły filmowej w lesie Black Hills w stanie Maryland. Był też rok 1999, gdy na ekrany kin wszedł „Blair Witch Project” rzekomo opowiadający o losach tejże trójki początkujących aktorów. Jeżeli wierzyć powtarzanym przez ostatnie osiemnaście lat legendom, byli ludzie, którzy faktycznie uwierzyli w prawdziwość przedstawionych w produkcji wydarzeń. Tacy, którzy przyjęli za prawdziwą legendę wiedźmy z Blair i tacy, którzy do dzisiaj boją się wejść do lasu po zmroku. Niestety, jestem przekonana, że wśród widzów nowego „Blair Witch” w reżyserii Adama Wingarda nie znajdzie się nikt, kto dałby się w podobny sposób zwieść (uwieść?) kinematografii.

Czytaj dalej

RytuałEGZORCYŚCI W XXI WIEKU
Po ponad półtoragodzinnym seansie „Rytuału”,na początku którego twórcy zapewniają widza, że „film jest oparty na autentycznych wydarzeniach”, w napisach końcowych czytamy oświadczenie, iż „historia, nazwy, postaci i wydarzenia są fikcyjne” a „jakiekolwiek podobieństwo z prawdziwymi osobami, miejscami, budynkami i produktami nie było zamierzone”. Tymczasem na ekranie oglądamy Rzym wraz z rozmaitymi jego „pocztówkowymi” atrybutami, a przez filmową narrację przewijają się między innymi Chicago i Florencja.

Czytaj dalej

PrometeuszIF YOU CAN’T SEE THE ONE YOU’D LOVE, LOVE THE ONE YOU’VE SEEN
„Czasem, aby coś stworzyć, najpierw trzeba coś zniszczyć” – te słowa wypowiada David, jedna z kluczowych postaci w „Prometeuszu” Ridleya Scotta. Zdaje się, że zasadę tę wzięli sobie do serca twórcy tego blockbustera, grzebiąc tym samym nadzieje części widzów. I bardzo dobrze!

Czytaj dalej

mroczne wizjePRZERAŻAJĄCE MEBLE
Filmów ze słowem „wizja” – w różnej formie gramatycznej – nakręcono niemało. W sumie nie ma się czemu dziwić, to dobre słowo. Z jednej strony odwołuje się do wartości i znaczenia samego obrazu, z drugiej strony stawia go nieco pod znakiem zapytania. „Wizje” mogą dotyczyć przyszłości albo przeszłości; mogą nakładać się na teraźniejszość; mogą być prawdziwe lub fałszywe albo nawet szczycić się niejasnym statusem ontologicznym. Być może właśnie z tego powodu, owej zawiłości, gdy tylko zobaczyłam tytuł „Mroczne wizje”, musiałam zapoznać się z jego treścią. Szczególnie, że reżyserem filmu okazał się Kevin Greutert, współtwórca serii „Piła”.

Czytaj dalej

las samobójcówA WEŹ SIĘ ZABIJ!
Jakkolwiek przepadam za horrorami i śledzę nowości wśród reprezentacji tego gatunku, to rzadko udaję się nań do kina. Zawsze znajduję w repertuarze coś, co dzierży palmę pierwszeństwa. A później… Później, kiedy wszystkie „ważniejsze” produkcje z mojej listy zostają odhaczone, horrorowe tytuły znikają z kinowych list projekcji. I tak non stop. Większą część filmów grozy oglądam więc w domu. „Las samobójców” nie okazał się tutaj wyjątkiem, ale i obejrzenie na większym ekranie nie zmieniłoby pewnie mojej jego niewysokiej oceny. Czytaj dalej
bodomPRAWDZIWIE KRWAWY KEMPING
Wędrujący po Polsce przegląd horrorów Fest Makabra obfituje w zaskoczenia i trudno byłoby nie pochwalić go za różnorodność. Dzięki jego repertuarowi poznałam już koreańską wersję filmu o zombie; amerykańską wersję „Śpiącej królewny”, w której piękna dziewoja pokazuje gotyckie pazurki oraz „Atak krwiożerczych donatów” – film udowadniający, że stróże prawa z USA w swym stereotypie pożerania pączków tak naprawdę wykazują się ponadprzeciętną odwagą. Teraz przyszedł czas na zrealizowany według wszystkich zasad gatunku slasher produkcji fińsko-estońskiej.

Czytaj dalej

Dom w głębi lasuPOTWORY, CZARY, BOGOWIE… MOŻNA SIĘ PRZYZWYCZAIĆ
Kiedy „Dom w głębi lasu” w reżyserii Drew Goddarda wchodził na ekrany kin, wywołał spore zamieszanie. Sam fakt, że prowokował do dyskusji widownię, podzieloną na wyraźnych zwolenników i równie zdecydowanych przeciwników, zasługiwał na uznanie. Nie ma bowiem nic gorszego, niż utwory, które pozostawiają odbiorców obojętnymi. Tak, nawet najgorsze „szmiry” są lepsze od „średniaków”, bo kino klasy B funkcjonuje w specjalnym obiegu, w którym może zyskać status kultowego. Na szczęście wspomniany rozłam w audytorium omawianego filmu wyklucza nijakość. Wręcz przeciwnie – mamy tu do czynienia z kinematograficznym ekstremum, siłą rzeczy wzbudzającym skrajne emocje.

Czytaj dalej

zombie expressJEDZIE POCIĄG Z DALEKA, NA NIKOGO NIE CZEKA
Koreański film o zombie w pociągu? Nie, to nie miało prawa się udać. Po prostu nie i basta. Wiem, że pisałam o tym już w przypadku chociażby „Maggie” – dramatu psychologicznego o zombie z Arnoldem Schwarzeneggerm w roli głównej – i okazało się, że nie miałam racji, ale koreańskie zombie w koreańskim pociągu? To musiała być porażka, sromotna, na całej linii; komedia a nie horror. Och, a jednak nie. Zombie znowu się udało.

Czytaj dalej

Atak krwiożerczych donatówBEZ LUKRU
Absurdalne, a nawet głupie historie mogą dostarczać wiele radochy. Ba! Coś, co wydaje się głupie na poziomie dosłownego odczytania, w toku wnikliwej interpretacji i analizy okazać się może ironicznie przewrotne, a przez to inteligentne (jak np. genialna, błyskotliwa „Mordercza opona” Quentina Dupieux). Wszystko zależy od pomysłu i talentu. Zasiadając do „Ataku krwiożerczych donatów” po cichutku liczyłem właśnie na taką zdystansowaną, prześmiewczą perełkę.

Czytaj dalej

Zapraszam do lektury mojej debiutanckiej powieści oraz na fanpage Alice Hill :).

Oglądaj Krytyków na YT! :)
Partnerzy:
Partnerzy:
Współpraca:
Współpraca:
zBLOGowani.pl