trzej muszkieterowieMUSZKIETEROWIE OD SIEDMIU BOLEŚCI
Wciąż pamiętam, z jakim entuzjazmem i ekscytacją zasiadałam z moim tatą na kanapie, by obejrzeć „Trzech muszkieterów” (1993) w reżyserii Stephena Hereka. Film spodobał mi się do tego stopnia, że oglądaliśmy go przy każdej nadarzającej się okazji, głównie wtedy, gdy pojawiał się w telewizji. Urzekał wielobarwnością innego świata, bawił i pouczał o roli przyjaźni w życiu. Gdy w 2011 roku powieść Dumasa przetworzona została na wielkie filmowe widowisko, pełna nadziei wybrałam się do kina, by po raz kolejny przeżyć przygody spod znaku płaszcza i szpady. Trudno wysłowić, jak wielkie było moje rozczarowanie, ale spróbuję.

Historia ma swój początek w Wenecji, gdzie Atos (Matthew Macfadyen) wyłania się z głębin kanału w przedziwnym rynsztunku i eliminuje dwóch strażników. Aramis (Luke Evans) zlatuje z dachu wprost na upatrzoną gondolę, popisując się umiejętnościami, których sam Batman by się nie powstydził. Portos (Ray Stevenson) natomiast obdarzony jest ponadprzeciętną siłą, która umożliwia mu oswobodzenie się z okowów. Wyrywa łańcuchy z grubych na metr murów fortecy, by już po chwili obezwładnić nimi grupę strażników i dołączyć do swych przyjaciół w tajemnym skarbcu Leonarda da Vinci. Tam piękna Milady (Mila Jovovich) przemyka sekretnym korytarzem usianym pułapkami, unikając – w stylu godnym Neo z „Matriksa” – pocisków wystrzeliwanych ze ścian. W ferworze walki tajne plany latającej maszyny wojennej zostają zdobyte, by w niedalekiej przyszłości, za sprawą spisku Milady i Księcia Buckinghama, przejść w angielskie ręce. Losy Francji i Muszkieterów są bardziej niepewne niż kiedykolwiek wcześniej.

trzej muszkieterowieProblemem na poziomie scenariusza jest złe zbalansowanie efektowności (stającej się efekciarstwem) i fabuły, która winna się toczyć wokół intryg i legendarnych szermierzy, a nie być jedynie pretekstem do napędzania niekończącej się akcji. Na knowania i dworskie niuanse nie pozostało wiele miejsca po wprowadzeniu w życie wszystkich pomysłów na szalone pojedynki i atrakcje, jakby żywcem wyjęte z kina szpiegowskiego. W rezultacie dialogi trącą sztucznością i, w większości przypadków, zamiast śmieszyć, żenują. Spłyceniu ulegają relacje pomiędzy bohaterami – wrogowie nie zatrważają swoją przebiegłością, a przyjaciele przypominają raczej znajomych z przypadku, którzy jakby od niechcenia jednoczą się w próbie uratowania tak Francji, jak i honoru królowej Anny.

Paul W.S. Anderson ewidentnie postawił przede wszystkim na widowiskowość „Muszkieterów”. Niestety, nie przewidział tego, że obraz, który stworzył, zestarzeje się w ciągu zaledwie sześciu lat. Efekty, w które zapewne wpompowana została lwia część budżetu, nie zapierają dziś tchu w piersi. Chociaż, prawdę mówiąc, w 2011 roku też nie zapierały. CGI znacząco odbiega od reszty zdjęć – postaci wyglądają jak wycięte z tektury i zbyt często odstają od generowanych komputerowo przestrzeni, które nie należą do najgorszych, jakie widziałam, ale jednak pozostawiają pewien niedosyt.

Kłopoty ze scenariuszem przekładają się na efekty pracy aktorów. Odtwórcy głównych ról nie mają zbyt wielkiego pola do popisu, ale robią, co mogą, by wypaść jak najlepiej. Logan Lerman idealnie wpisuje się w buńczuczną i nieco denerwującą postać młodego D’Artagnana; Milady Jovovich jest zmysłowa i tajemnicza. Christoph Waltz (kardynał Richelieu) gra trochę tak, jakby był jeszcze na wakacjach po „Bękartach Wojny”. Z tytułowego trio wyróżnia się jedynie Matthew Macfadyen w roli na poły romantycznego, na poły wojowniczego Atosa. Po ciemnej stronie mocy, oprócz kardynała, stoją Orlando Bloom (Książę Buckingham) i Mads Mikkelsen (Rochefort), emanując urokiem osobistym i wzbudzając nieoczywistą sympatię.

Podobnie pozytywne wrażenia wzbudza muzyka, skomponowana przez Paula Haslingera, pieczołowicie dopasowana do zjawiskowej wizji Andersona. Melodie uszyte na miarę „Muszkieterów” są wartkie jak akcja w filmie i, choć często gęsto przez tę akcję zagłuszane, pozostają wartością dodaną obrazu, bo – mówiąc najprościej – lepiej się tego wszystkiego słucha, niż ogląda.

Być może moim błędem było wybranie się do kina na nowych „Trzech muszkieterów”, mając w pamięci wersję tej samej historii powstałą w latach 90., która tak doskonale dostarczała mi rozrywki na małym ekranie. Może przeszkodą w odpowiednim odbiorze filmu Andersona była nieodżegnana sympatia do dzieła Hereka, tak głęboko zakorzeniona w mojej (pod)świadomości. Jednak nie usprawiedliwia to wszystkich braków „Trzech muszkieterów”, zwłaszcza na poziomie fabuły. Obraz Andersona jest doskonałym przykładem przerostu formy nad treścią, przez co na dłuższą metę całość okazuje się męcząca. Wprawdzie mamy do czynienia z kinem czysto rozrywkowym, kinem akcji i atrakcji, ale brakuje w nim ducha, sensu i uroku, które charakteryzowały wcześniejsze ekranizacje powieści Dumasa.

Print Friendly, PDF & Email
Agata Wencek

Agata Wencek

Studentka Filmoznawstwa na UŁ. Rasowy leń z ambicjami, miłośniczka kocyków, kotów i kawy. Kino to dla niej ucieczka od rzeczywistości, stąd cechuje ją wielkie umiłowanie dla animacji i filmów z gatunku „tych przyjemnych”.
Agata Wencek

Rzuć też okiem na:

Recenzja serialu „Mushishi”, sezon 1 (reżyser: Hiroshi Nagahama) FILOZOFICZNA I MELANCHOLIJNA PIERWOTNOŚĆ Pierwotność jest najmocniejszym elementem tego anime. Mglista otoczka tajemniczości ma swoje źródła w niedostępności prezentowanych miejsc, ale i w specyficzn...
Recenzja serialu „House of Cards”, sezon 1 (twórca: Beau Willimon) POCAŁUNEK POLITYKI Z jakiegoś powodu ludziom na całym świecie polityka kojarzy się z czymś niemoralnym i często okrutnym. To nie problem Polski, Turcji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Europ...
Recenzja filmu „Żywioł. Deepwater Horizon” (reżyser: Peter Berg) (NIE)LUDZKA TRAGEDIA Kiedyś BP było jednym z moich ulubionych koncernów. Być może dałam się złapać na to zielone, przyjazne (skojarzeniowo) środowisku logo, albo na reklamy udoskonalonego paliwa (mni...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

97 − 89 =

Zapraszam do lektury mojej debiutanckiej powieści oraz na fanpage Alice Hill :).

Oglądaj Krytyków na YT! :)
Partnerzy:
Partnerzy:
Współpraca:
Współpraca:
zBLOGowani.pl