okręt strachuMATKA ZAWSZE MA RACJĘ
Podczas 8. Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej dane nam było uczestniczyć w panelu poświęconym rynkowi filmowemu w Chinach. Jeżeli ufać eksperckim głosom już niedługo zamiast o american dream świat śnił będzie o asian dream. Empirycznie jednak trudno przyjąć mi tę teorię za realistyczną. Zwłaszcza po seansie chińskiej produkcji „Okręt strachu” (reż. Zao Wang) proponowanej w ramach drugiego już mobilnego przeglądu horrorów Fest Makabra.

Początkowo całość nie odbiega znacząco od przeciętnych filmów grozy produkowanych w Stanach Zjednoczonych. Chenchen Liu (Ruby Lin) pracuje jako lekarz i ma wścibską matkę (Ji Wang) z obsesją na punkcie kontroli, która nie aprobuje miłosnego wyboru córki. Bingchuan Yu (Shi-jia Jin) nie wydaje się jednak taki najgorszy. Na urodziny Chenchen planuje bowiem coś niezwykłego – rejs statkiem wycieczkowym dla wybranych, podczas którego uczestnicy (m.in. Peter Ho) walczyć będą o wielkie pieniądze. Bardzo szybko okazuje się jednak, że stawka jest dużo wyższa. Czy sześciu nieznajomym uda się ocalić życie? Podczas morderczego rejsu ujawni się prawdziwa natura jego uczestników.

okręt strachuTrudno, oj trudno napisać o „Okręcie strachu” coś prawdziwego bez serwowania spoilerów. To jeden z tych filmów, który przez ¾ trwania wydaje się podążać za nużącym schematem, by ostatecznie zafundować widzom srogie zaskoczenie. W tym przypadku zakończeń i zaskoczeń jest nawet więcej niż jedno. „Okręt strachu” posiada trzy albo i cztery finały, z których każdy wprowadza widza na nowy poziom kiczu i tandety. No, ale od początku.

Inspiracji dla powstania „Okrętu strachu” należałoby szukać gdzieś pomiędzy pełną pułapek „Piłą” a historią z twistem w stylu „Domu w głębi lasu”. Na kamerę raz po raz tryska posoka, w powietrzu latają kończyny, dochodzi do podpaleń i poważnych odmrożeń – innymi słowy: sadystyczny slasher pełną gębą. Wszystko to jednak podane zostaje w azjatyckim sosie nieplanowanego przerysowania i karykatury. Niby rzecz dzieje się na serio, a jakoś trudno w nią uwierzyć. Zwłaszcza, że niektóre reakcje bohaterów i dialogi wyglądają jak żywcem wyjęte z mangi czy anime dla nastolatków. Żeby było zabawniej, to te nadekspresyjne pokazy emocji przeplatają się z subtelną muzyczką rodem z amerykańskiego melodramatu opartego na jakiejś powieści Nicholasa Sparksa.

Trudno się też opędzić od wrażenia, że centrum akcji nie stanowi wcale walka o życie a problemy osobiste protagonistki. Na pierwszy plan wysuwa się jej skomplikowana relacja z matką oraz związek z Bingchuanem. Chłopak bardzo szybko pokazuje swoje prawdziwe oblicze egoistycznego tchórza. Wkrótce po rozpoczęciu filmu faktycznie trudno nie wtórować pytaniom pozostałych bohaterów filmu w stylu „jak to możliwe, że z nim jesteś?”. Największe napięcie i zainteresowanie wywołuje zresztą właśnie wątek tej pary. „Pal licho, że kogoś właśnie zmieliło! Kiedy ona wreszcie przygada temu frajerowi?” – mniej więcej tak można by zrekonstruować wrażenia towarzyszące seansowi.

Inna sprawa, że slasherowy potencjał produkcji nie został wykorzystany. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, iż twórcy celowo go zignorowali. Ciekawy skądinąd pomysł (choć nie wyjątkowo świeży) odnajdowania wskazówek i eliminacji uczestników gry po każdym jej etapie potraktowano wyjątkowo instrumentalnie. Chciałoby się otworzyć więcej drzwi w tym niebezpiecznym wraku, poznać więcej zagrożeń, wykonać jakiś nieostrożny ruch. Tymczasem wszystko toczy się liniowo i przewidywalnie (do finału), momentami wręcz do znudzenia.

Zakończenie, chociaż przez swoją absurdalność trudne do przewidzenia, przynosi raczej rozczarowanie niż pozytywny efekt „wow”. Tłumaczenie krok po kroku elementów fabuły sprawia, że dziury w kolejnych rozwiązaniach są jeszcze bardziej wyraźne. Dusząco słodkie pojednanie na zakończenie jeszcze długo po wyłączeniu ekranu pozostawia w ustach nieprzyjemny posmak tandety i zmarnowanej szansy. Jedno jednak „Okrętowi strachu” trzeba policzyć na plus – jako film do obejrzenia w gronie znajomych i z napojami wyskokowymi w garści sprawdza się bezbłędnie.

Za udostępnienie filmu z repertuaru Fest Makabra 2 dziękujemy: Kino Świat.

Print Friendly, PDF & Email
Alicja Górska

Alicja Górska

Doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zajmująca się przemianami polskiej krytyki filmowej. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Początkująca pisarka, która wciąż nie może znaleźć czasu, by skończyć drugi tom debiutanckiego cyklu "Przed Czasem".
Amatorka wszelakich tekstów kultury - od kina klasy B do perełek z Sundance, od młodzieżowego fantasy do southern gothic czy Prousta. Perfekcjonistka, która wiecznie znajduje się w niedoczasie. Bywa, żem płaczliwa (co Kamil dzielnie znosi).
Dotychczas współpracowałam z: secretum.pl, duzeka.pl, filmaster.pl, zazyjkultury.pl, organizacją Polacy nie gęsi, Ińskie Point. Moim wcześniejszym projektem był recenzent.com.pl
Alicja Górska

Rzuć też okiem na:

Recenzja filmu „Zombie Express” (reżyser: Sang-ho Yeon) JEDZIE POCIĄG Z DALEKA, NA NIKOGO NIE CZEKA Koreański film o zombie w pociągu? Nie, to nie miało prawa się udać. Po prostu nie i basta. Wiem, że pisałam o tym już w przypadku chociażby „Maggie” – dra...
Recenzja filmu „Szef” (reżyser: Jon Favreau) SZCZĘŚCIE NA KÓŁKACH, CZYLI ZMOTORYZOWANY FOODPORN Jon Favreau dowiódł dotąd, że zna się na komiksowych filmach akcji (vide: „Kowboje i obcy” czy, świetne skądinąd, dwie pierwsze części „Iron Mana”),...
Recenzja filmu „Selma” (reżyserka: Ava DuVernay) SEN PRZECIW KOSZMAROWI RZECZYWISTOŚCI Powiedziałabym też, żeby zobaczył ten film każdy rasista, ale prawda jest taka, że dla równie ograniczonych jednostek nic by to nie zmieniło. Nawet wizja nieuz...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

dwadzieścia siedem + = trzydzieści trzy

Zapraszam do lektury mojej debiutanckiej powieści oraz na fanpage Alice Hill :).

Oglądaj Krytyków na YT! :)

Kolejna lektura:

34% Complete
220 of 650 pages
Partnerzy:
Partnerzy:
Współpraca:
Współpraca:
zBLOGowani.pl