co mnie zmieniło na zawszeGWAŁT CIAŁA, ROZPAD DUSZY
Zwykle działa to tak: w wolny dzień siadam i czytam jedną, dwie bądź trzy książki. Następnie zmieniam miejsce siedzenia i piszę jedną, dwie bądź trzy recenzje. Zwykle, bo ostatnio nie mam wolnych dni, a kiedy już czytam, to z przemęczenia tkwię gdzieś obok tekstu, a nie w nim. Naprawdę sądziłam, że podobnie rzecz wyglądać będzie z „Co mnie zmieniło na zawsze”, tymczasem… Często pytam (pytamy) to,, co sprawia, że książka jest dobra. Chyba wreszcie umiem odpowiedzieć – to ta, która wydaje się prawdziwa i tą prawdą angażuje na tyle, że zmęczenie i inne wymówki przestają mieć znaczenie. Jak powieść Amber Smith.

Obwoluta tekstu nie zapowiada dramatycznego dla czytelnika spotkania. Utrzymana w bieli, szarości i pudrowym różu wydaje się skrywać ciepłą, uroczą i grzeczną historię. Być może o pierwszej miłości? O dziewiczych pocałunkach, muskających się palcach, pisanych w zawstydzeniu liścikach podrzucanych później na lekcjach? Znajdujące się z prawej części okładki zdjęcie zamyślonej, młodej dziewczyny zaburza jednak ten idylliczny obrazek młodzieńczych zgryzot. Jest coś niepokojącego w bladości przedstawionej postaci, w jej zamkniętej postawie; w pustym, zagubionym spojrzeniu. W połączeniu z tytułem sens grafiki wydaje się zgoła odmienny od sugestii subtelnych, pastelowych barw i potencjalny odbiorca zmuszony jest zadać sobie pytanie, co może człowieka zmienić na zawsze oraz jak często mówimy tak w sytuacjach pozytywnych. A może nie mówimy wcale? Jaki koszmar skrywa niewinna obwoluta powieści Amber Smith?

co mnie zmieniło na zawszeNa odpowiedź na to pytanie nie musimy długo czekać. Kilkanaście wyrazów, kilka zdań, parę wersów i wiemy już, że czternastoletnia Eden, główna bohaterka tej historii, została zgwałcona. We własnym domu, we własnym łóżku, przez przyjaciela brata, w którym dziewczyna podkochiwała się od lat. Wystarczył niezamknięty zamek i pięć minut, by piegowata klarnecistka, w którą inne dzieciaki w szkole rzucają groszkiem, zaczęła zmieniać się z niewinnej i nieśmiałej w istotę przepełnioną nienawiścią (do wszystkich, z sobą na czele) i wstrętem. Wkrótce po marzącej o pierwszym pocałunku, nieśmiałej i zagubionej Eden nie pozostaje nic poza wspomnieniem, bo chociaż bohaterka tej historii wciąż milczy – „wierząc”, że dzięki temu jest tak, jakby nigdy nic się nie stało – to płonąca w niej nienawiść wcale nie przygasa. Wręcz przeciwnie. Płonie coraz jaśniej i coraz częściej uderza w tych, w których nie powinna być wymierzona. Ale jak pokochać świat, gdy nawet odbicie w lustrze budzi wściekłość?

Dawno nie czytałam książki, która obudziłaby we mnie tak szerokie spektrum emocji. Co zaskakujące, sugestywność tej historii nie tkwi w samej fabule, w dramacie, który spotkał protagonistkę „Co mnie zmieniło na zawsze”, a w skrzętnie skonstruowanych i nastawionych na czucie opisach świata i przeżyć wewnętrznych. Eden większości własnych emocji nie formułuje wprost, nie narzuca się czytelnikowi poprzez fundowanie autoanaliz i kategoryczne prezentowanie wrażeń; to czytelnik – śledząc jej decyzje, zmiany w wyglądzie i zachowaniu, powracające wspomnienia – wysnuwa wnioski na temat kondycji psychicznej bohaterki. A jakie to obserwacje? Niemożliwe do zniesienia poczucie bezsilności, bycia przegranym, pokonanym, pozbawionym władzy nad własną egzystencją. Wszystko to przytłaczało mnie na tyle, że pragnęłam przekartkować tę powieść, by dowiedzieć się, czy Eden przerwie milczenie oraz czy winny zostanie ukarany.

Moje ciało to komnata tortur. To pierdolone miejsce zbrodni. Wydarzyły się tutaj potworne rzeczy. Nie warto o tym mówić, nie warto tego komentować, nie na głos. Nigdy.

Wiem, że tekstów o podobnym temacie – niekiedy bardziej bezpośrednich, naturalistycznych i brutalnych – powstało już wiele. Jednak spośród znanych mi utworów dopiero „Co mnie zmieniło na zawsze” wydało mi się odpowiednio wyważone. Z jednej strony traktuje o poważnym, niezwykle ztabuizowanym problemie, który mimo upływ lat i rozwoju społecznego wciąż – o zgrozo! – pozostaje aktualny. Z drugiej zaś naprawdę może pomóc odnaleźć się w emocjonalnym rollercoasterze osobom, którym podobne doświadczenia jak Eden nie są obce. To wszystko potraktowane zostało z odpowiednią, pozbawioną moralizatorstwa dawką opiekuńczości; ze współczuciem i zrozumieniem, dzięki czemu należy uznać „Co mnie zmieniło na zawsze” za pozycję ważną i wskazaną dla wszystkich tych, którzy zmagali się bądź mogą zmagać w przyszłości (czyli dla każdego) z zachowaniami osób trzecich, ingerujących w poczucie bezpieczeństwa jednostki, jej pewność siebie oraz komfort psychiczny. Być może właśnie dzięki podobnym utworom w przypadku podobnego dramatu wielu z czytelników nie tylko będzie wiedziało jak zareagować, ale również znajdzie w sobie siłę, by wcielić teorię w życie.

Amber Smith porusza w swojej książce nie tylko tematy związane z przemocą seksualną, ale z przemocą w ogóle – zarówno tą fizyczną, jak i psychiczną. Niby przypadkiem, jakby od niechcenia, nakreśla wizje świata wyrzutków i prześladowanych. Swoimi bohaterami czyni tych nielubianych, wytykanych palcami i wyśmiewanych. Fakt, jednocześnie są to postaci niemal heroiczne, bowiem dzięki nieprzeciętnemu wysiłkowi wyrywają się z kliki dziwadeł i obiektów kpin, ale za jaką cenę dokonują tej przemiany? Kogo widzą w lustrze, gdy w nie spoglądają? Kto kryje się za farbowanymi, czerwonymi włosami czy przykrótkimi sukienkami? Co czują, gdy patrzą na „niemodne”, a przecież ukochane w czasie dziecięcej naiwności, instrumenty muzyczne czy inne reprezentacje nieprzysparzających popularności zainteresowań?

Uśmiecham się co prawda, ale coś jest z tym uśmiechem nie tak. Moje oczy mają w sobie coś takiego… jakąś tępą, martwą ciemność. Jakby czegoś we mnie brakowało. Nie umiem powiedzieć czego. Ale ta brakująca część to coś ważnego, coś kluczowego, coś, co zostało mi zabrane.

„Co mnie zmieniło na zawsze” to jednak nie tylko utwór istotny z tematycznego punktu widzenia. Także na gruncie czysto literackim trudno byłoby się w nim do czegokolwiek przyczepić. Plastyczność opisów i – miejscami – ich poetycki sznyt, doskonale korespondują z wykreowaną rzeczywistością i protagonistką historii. Narracja Amber Smith to przykład niewymuszonej wrażliwości, w której nawet piętrowe metafory nie sprawiają wrażenia sztucznych i przesadzonych, a po prostu będących wierną reprezentacją konkretnego przypadku osobowego. Przez całość mknie się w zatrważającym tempie. Z bólem przewraca się każdą kolejną stronę, lecz jest to ból współdzielenia pewnych doświadczeń tudzież obaw; ból kataryczny, zaangażowany, który w ostatecznym rozrachunku przynosi nie tylko smutek i cierpienie, ale też siłę i gotowość do walki o siebie i innych.

Nieważne czy macie dziesięć czy sto dziesięć lat, czy lubicie realistyczną literaturę czy nie, czy problem gwałtu i przemocy jest wam bezpośrednio czy pośrednio znany – „Co mnie zmieniło na zawsze” Amber Smith, to książka, którą musicie przeczytać. Nie tylko po to, żeby coś poczuć; żeby współczuć innym; żeby wiedzieć, jak się w przypadku podobnego dramatu zachować; ale również dlatego, że najwyższy czas przestać udawać, że gwałty czy szkolne prześladowania to sprawa niemal nieistniejąca oraz, że dotyczą one wyłącznie tak zwanego „marginesu” społecznego. Bywamy (jesteśmy) okrutni. My, ludzie, wszyscy. Każdy z nas ma coś na sumieniu skrzywdził kogoś bezpośrednio lub pośrednio (choćby nie udzielając pomocy w odpowiednim czasie). To się działo, dzieje i będzie działo, częściej lub rzadziej, ale czas – wreszcie – wziąć za to odpowiedzialność. I to nie tylko jednostkową, ale również – a może przede wszystkim – zbiorową.

99

Za egzemplarz dziękuję: Feeria Young

Alicja Górska