serce w kawałkachZROZUMIEĆ ZA WSZELKĄ CENĘ
No i bach. Minął tydzień, miesiąc albo rok. Macie już za sobą głębokie spojrzenie w oczy, drżące dłonie, palpitację serca i pierwsze „kocham” czy „zakochałam/em się”. Sprawa przyklepana, żadnych niejasności, jesteście parą. Mogłoby się wydawać, że to piękny finał. Tymczasem okazuje się, że dopiero teraz przeżywacie emocjonalny rollercoaster – zazdrość, konieczność zaakceptowania przeszłości drugiej osoby, przyjęcie w całości jej wad i zalet, trwanie pomimo psychologicznej niestabilności. Tak to przynajmniej wygląda w „Sercu w kawałkach” Kathrin Lange, drugim tomie cyklu „Serce ze szkła”.

Twórcy okładki zdecydowali się utrzymać koncepcję „mrocznej słodkości”. Z jednej strony mamy więc metalowe, ostro zakończone ornamenty i pokruszony kryształ w kształcie serca; z drugiej zaś błękitne niebo, spokojną wodę i błękitno-turkusową barwę całości, która odsyła do najsłodszej wyprawki dla niemowląt. Nie do końca rozumiem strategię podobnej wizualności w przypadku utworu z gatunku thrillera, ale zakładam, że mądrzejsze głowy ode mnie podejmowały decyzję w sprawie tej okładki. Estetycznie jest zresztą nieźle – porządnie wykonana grafika.

serce w kawałkachMija pięć miesięcy od dramatycznych wydarzeń na Martha’s Vineyard i wyprowadzki Davida do Bostonu. Chłopak uczęszcza na terapię, a Juli wspiera go jak tylko może. Wydawałoby się, że podobna opieka przynosi oczekiwane skutki, ale… niweczy je każdy kontakt Davida z krwią. Wspomnienia z wydarzeń na klifie nie tylko nie pozwalają się zapomnieć, ale i nachalnie wymagają uszczegółowienia. Co tak naprawdę stało się z Charlie? Czy reakcje chłopaka na krew stanowią jakąś podpowiedź? A może sprawą wyjaśni policja, która wyławia z morza ciało dziewczyny z raną postrzałową? Jedno jest pewne – bohaterowie powracają do Sorrow i tym razem może nie udać się im uciec.

Jeżeli istnieje na świecie bardziej niewiarygodna w kwestii relacji miłosnej powieść, to błagam, niech mi ją ktoś pokaże. Nie mam pojęcia, co Juli i David robili przez te niemal pół roku związku, ale ich nieznajomość siebie, brak zaufania i ogólna sztywność relacji, podsuwają raczej obraz przebywania przez ten czas w kriogenicznych komorach niż budowania jakiegokolwiek partnerstwa. Napisać, że zachowują się infantylnie i irracjonalnie, to jakby nic nie napisać. Ja rozumiem, że dramaturgia, że miłosny trójkąt, że napięcie, niemniej są jakieś granice, jakieś minimum psychologii związku, które trzeba zarysować, żeby całość nie wyglądała jak zlepek sztampowych i schematycznych chwytów, a jednorodny, przemyślany twór. Oczywiście, że pewne rozwiązania mogą się powtórzyć, nie mam nic przeciwko temu (w końcu na tym też polega gatunkowość), jednak niech ta powtarzalność nie wyklucza istnienia logiki w obrębie tekstu.

Jak można kogoś tak bardzo kochać, jak ja kochałam jego? Do tego stopnia, że to, co sprawiało mu ból, stawało się dla mnie prawdziwą torturą?

Intryga „Serca w kawałkach” nie zajmuje tak, jak miało to miejsce w poprzednim tomie. Czytelnik zna już sposób myślenia autorki, która jawnie powiela wcześniej stworzony schemat – niejasne relacje między bohaterami, podejrzane osobowości, rodzinne sekrety, sny, wizje i ogólna niepewność, co do statusu wydarzeń (mają miejsce, czy nie? To efekt psychicznych zaburzeń czy jakiegoś rodzaju środków odurzających? A może jednak duchy?). Nie pomaga we wczuciu się w akcję niesamowita niezdarność głównej bohaterki, która po kilku dniach w Sorrow powinna wyglądać jak ofiara wyjątkowo pomysłowej przemocy domowej. A przynajmniej tak by pomyślano w realnym świecie.

W jego wspomnieniach pojawiła się wyrwa, ciemność, której nie potrafił przeniknąć. Człowiek stara się wtedy i wciąż próbuje, lecz wszystkie starania spełzają na niczym, aż pojawia się przeświadczenie, że coś jest nie tak. Że to obłęd.

Z perspektywy językowej powieść pozostała bez zmian, chociaż autorka zrezygnowała z wkładania w usta bohaterów autoironicznych komentarzy, dotyczących ich melodramatycznych zwrotów i zachowań, co opisywałam jako ogromną zaletę w przypadku „Serca ze szkła”. Jest po prostu ckliwie, niewyszukanie i lekko. Przez powieść przechodzi się płynnie, bez głębszych refleksji czy językowych zachwytów. Nawet zakończenie, które chyba miało zaskakiwać, okazuje się rozczarowującą oczywistością.

Niestety, „Serce w kawałkach” nie dorównało pierwszemu tomowi cyklu i niesamowicie mnie wymęczyło. Stężenie infantylnej emocjonalności bohaterów na stronę i ich psychologiczna niewiarygodność przyprawiły mnie jedynie o ból głowy. Niemniej, z powodu niewyjaśnienia zasadniczego wątku serii, wciąż chciałabym sięgnąć po finał tej trylogii. Kolejna powieść Lange nie znajduje się na szczycie listy moich literackich planów, ale sam fakt, że na niej pozostaje, wydaje się sporym plusem dla tego tytułu.

Alicja Górska