turniej cieniPOLSKOŚĆ BYWA MĘCZĄCA
Moje pierwsze spotkanie z literaturą autorstwa Elżbiety Cherezińskiej miało miejsce tuż po tym, jak przeprowadziłam się do Łodzi. Uczęszczając na zajęcia o łódzkim getcie, poznałam książkę „Byłam sekretarką Rumkowskiego: Dzienniki Etki Daum”, która stała się furtką dla moich późniejszych zainteresowań. Zaintrygowana postacią Rumkowskiego sięgnęłam po „Fabrykę muchołapek” czy „Biednych ludzi z miasta Łodzi”. O Cherezińskiej i jej prozie niestety zapomniałam. Do chwili aż w propozycjach wydawniczych pojawił się „Turniej cieni”, apokryf dotyczący XIX-wiecznej, porozbiorowej Polski.

Okładkę „Turnieju cieni” doceniłam dopiero po lekturze. Przed nią nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Po dostrzegłam wielowymiarowe przesłanie grafiki. Na drugim planie, w tle, widać góry, które nie mogą być żadnym innym pasmem niż Ural. Stanowią one wyraźne nawiązanie do Syberii i zsyłania tam więźniów oskarżonych o różne „zbrodnie” oraz do historii jednego z bohaterów powieści, który z tej Syberii ucieka. Czerwony, splamiony krwią sztandar z polskim godłem oraz cyfrą cztery, to z kolei nawiązanie do pułku piechoty, tak zwanych Czwartaków, oddziału, który wsławił się niesłychanym bohaterstwem i patriotyzmem w obronie Olszynki Grochowskiej i w bitwie pod Ostrołęką oraz – ogólniej – uczestnictwem w powstaniu listopadowym.

turniej cieniTytuł „Turniej cieni” to inna nazwa dla terminu Wielka Gra, określającego rywalizację między Imperium Brytyjskim a carską Rosją w XIX wieku o wpływy w Azji Środkowej. Konflikt miał charakter wojskowo-dyplomatyczny, chociaż nigdy nie doszło do bezpośredniego starcia Anglii i Rosji. Według niektórych, owa Wielka Gra opierała się przede wszystkim na wywiadzie, jednak źródła historyczne nie potwierdzają tej tezy. Została raczej spopularyzowana przez literaturę popularną, przygodową i powieść historyczną. W podobnym duchu Cherezińska napisała „Turniej cieni”. Posługując się postaciami: Jana Witkiewicza – ułaskawionego z wyroku śmierci gimnazjalisty, który wybrał rolę szpiega i konspiratora, manewrując faktami tak, by doprowadzić do starcia Wielkiej Brytanii z Rosją (z pragnienia niepodległości dla Polski); Adama Gurowskiego – narodowego zdrajcy (ale czy na pewno?); oraz Rufina Piotrowskiego – stęsknionego za Polską patrioty, który został zesłany na Syberię i stał się najsłynniejszym z niej uciekinierem.

Historię znam na poziomie podstawowym z przypadkowymi fragmentami wiedzy bardziej szczegółowej, gdy coś wyjątkowo mnie zainteresuje (jak wspomniany wyżej Rumkowski). Obawiałam się więc, że przebrnięcie przez osiemset stron powieści, traktującej o porozbiorowej Polsce nie będzie łatwe. I nie było. A przynajmniej nie na początku. Przeszkodą nie okazała się jednak niekompletna, czy nazbyt podstawowa wiedza historyczna, a konstrukcja samej powieści, która rozwidlała się na wiele wątków, wprowadzając spory zamęt w mojej głowie. Cherezińska zaczęła od bardzo częstego zmieniania przestrzeni i bohaterów, by stopniowo je eliminować i zawężać. Pod koniec historia rozgrywała się już właściwie tylko w dwóch miejscach i wokół jakichś trzech postaci, ale początkowo… ilość imion, nazwisk, miejsc i strategii bardzo przytłaczała. Łapałam się na tym, że nie wiedziałam, o czym czytam i kto jest kim. Bardzo często zniechęcona odkładałam książkę na bok i dopiero, gdy poukładałam sobie wszystko w głowie, decydowałam się do niej wracać.

Nasze uczucia nie powinny być namiotami rozbitymi na jedną noc.

Zdecydowanie najbardziej zainteresowała mnie historia Piotrowskiego i bardzo chętnie przeczytałabym spisany przez niego pamiętnik. Sama intryga Wielkiej Gry, która stała się dla mnie jasna stosunkowo późno, także okazała się zajmująca, ale jej zawiłość i zbyt długie „rozkręcanie się” skutecznie mnie do siebie zniechęciły. Sporą przeszkodą dla zaangażowania w powieść był jej język i oszczędna opisowość ze strony doznań i emocji. Bohaterowie często wzruszali się w kwestiach patriotycznych, ale poza tym pozostawali raczej psychopatycznie oschli. Nawet przeprawa Piotrowskiego z Syberii do Anglii wypadła dość… łatwo. Cały czas miałam wrażenie, że jedynym problemem jest zgubienie pościgu, a sama trasa nie przysparza mężczyźnie większych problemów natury fizycznej czy psychicznej. Najprościej: nie czułam tego wyzwania, nie kibicowałam mu jako wyczynowcowi, nie umiałam zaangażować się w tę historię ciałem – nie było dreszczy z zimna, nie było zaciśniętych kciuków, ani przykrych wzdrygnięć.

Cherezińska postawiła na bardzo informacyjną warstwę językową (i niestety również bardzo wtórną, z językowymi kalkami oraz często wyświechtanymi już metaforami i porównaniami), urozmaiconą jedynie wstawkami w duchu romantycznego patriotyzmu, ale de facto ślepa miłość do nieobecnego na mapie kraju, to zbyt mało, by czytelnika do cna zaangażować. Postaci wydały się przez to jedynie szkieletami prawdziwych żywotów, reprezentacjami postaw, a nie ludźmi z poglądami. Jak na ironię najlepiej wypada w tej materii Gurowski, zdrajca. Jego przemiany, wahania, niejasny status psychologiczny i dualizm zachowań i myśli, czynią zeń najbogatszy z charakterów.

Twój język jest lwem; jeśli go przywiążesz, będzie cię strzegł, jeśli puścisz wolno, pożre cię.

Jestem pod wielkim wrażeniem wiedzy historycznej Elżbiety Cherezińskiej oraz jej umiejętności kreowania równie skomplikowanych intryg, jednak „Turniej cieni” nie należy do powieści, które zwaliły mnie z nóg. Naprawdę wciągnęłam się dopiero od połowy, gdy ilość bohaterów i miejsc nieco się zmniejszyła. Zabrakło mi też uplastycznienia świata przedstawionego, znajdujących się w nim bohaterów oraz samego języka narracji, chwilami wpadający w przeciętność, z którą do tej pory nie utożsamiałam Cherezińskiej. Być może, gdybym nie przeczytała wcześniej dynamicznych „Ksiąg Jakubowych”, hipnotyzujących „Biednych ludzi z miasta Łodzi” czy nawet „Zabić Pattona”, nie wiedziałabym, że o historii można pisać wyczerpująco i niezwykle interesująco (do tego stopnia, że chce się skończyć prawie tysiącstronicową powieść w jeden dzień). Wiem jednak, że to możliwe i, że w „Turnieju cieni” do tego poziomu czegoś mi zabrakło. Cytując powiedzenie mojego taty, którym raczy mnie przez całe życie: Jest dobrze, ale może być lepiej.

Za egzemplarz dziękujemy: Zysk i S-ka

Alicja Górska