wyspa zombieSKĄD SIĘ WZIĘŁY ZOMBIE?
Uwielbiam motyw zombie. Oglądam wszystko! Od serialu na podstawie komiksu „IZombie” do „Maggie”, czyli psychologicznego dramatu o wirusie z Arnoldem Schwarzeneggerem. Tym razem padło na poruszającą podobną tematykę powieść autorstwa Norwega Øysteina Stene, pod tytułem „Wyspa zombie”. To jeszcze jeden argument przemawiający za tym, że w każdy (nawet najdokładniej przepracowany) temat można tchnąć nowe życie i ukazać go w atrakcyjnym świetle.

Pierwsze spotkanie wzrokowe z okładką powieści nie przynosi żadnych niezwykłych odczuć. „Wyspa zombie” realizuje typowość wizualną dla tytułów z podobnych kręgów gatunkowych. Połączenie niepokojącego mroku i kontrastowej czerwieni, odległe błyskawice i jaśniejąca w ciemności przerażająca twarz, to standardowy zestaw dla horroru. Obwoluta wypada więc przeciętnie, chociaż wciąż nastrojowo. Fani tematyki z pewnością zwrócą dzięki temu na „Wyspę zombie” uwagę.wyspa zombieGdzieś pośrodku niczego, smagana oceanicznymi falami, istnieje wyspa zwana Labofnią. To na niej budzi się główny bohater powieści. Jest nagi, zimny, nic o sobie nie wie i nie potrafi wyartykułować słowa. Wkrótce trafia pod opiekę mieszkańców niewielkiej wyspy. Wszyscy, jak on, mają jasne, zamglone oczy; sztywne ruchy i nieludzko bladą skórę. Powoli bohater odkrywa prawdę o sobie i otaczających go postaciach. Dzięki pracy w archiwum Labofnii zyskuje też dostęp do tajnych informacji. Sekret o naturze mieszkańców wyspy jest bardziej, niż przerażający. Tymczasem świat ma własne plany, co do Labofnii.

Powieść prowadzona jest w sposób szkatułkowy. Z jednej strony czytelnik śledzi sporządzanie przez głównego bohatera historii; z drugiej strony sporządzaną historię; a z trzeciej – dokumenty dotyczące wyspy. Całość składa się na oryginalną, choć dość przewidywalną opowieść. Akcję śledzi się z zainteresowaniem, ale niestety niewywindowanym na taki poziom, by nie móc się od książki oderwać.

Największym plusem „Wyspy zombie” jest z pewnością próba logicznego uargumentowania zachowania „żywych trupów”. Wyciągnięte przed siebie ręce stanowią próbę utrzymania równowagi zesztywniałego ciała; dziwaczne dźwięki, na które składają się pomruki i jęki, są efektem niewspółpracującego języka; blada skóra i zamglone oczy to znamiona zahamowanego rozkładu. Nawet powód pożywiania się ludzkim mięsem został w powieści uargumentowany w sposób dość nietypowy, a na pewno intrygujący.

Jednak to nie aspekt zombie jest najciekawszym elementem tekstu. Izolacja, znaczenie bólu i próba odnalezienia sensu istnienia; pragnienie zrozumienia przeszłości i teraźniejszości, by poznać powody dla oczekiwania przyszłości – to podstawowe magnesy na czytelnika. Nie mniej istotna okazuje się tajemniczość powieści i selektywne podawanie informacji, z powodu którego niewiele można o książce napisać, by nie zdradzić jakiegoś elementu zaskoczenia.

W drugiej części powieści autor zdaje się nawiązywać do „Frankensteina” Mary Shelley. Zbieżność rozwiązań fabularnych pociąga za sobą również konieczność zadawania podobnych pytań. Gdzie zaczyna się i kończy człowieczeństwo? Co czyni człowieka człowiekiem? Jak istotna jest kwestia ludzkiej emocjonalności? Jaką rolę odgrywa w naszym życiu pamięć o przeszłości – naszych korzeniach, dzieciństwie, rodzinie?

Język powieści jest przyjemny – o ile można powiedzieć tak przy okazji fabuły dla horroru – chociaż nie zawsze wciągający. Zreferowane badania i rządowe dokumenty nieco nużą przez nadmiar zbędnych informacji, które ani nie uplastyczniają wizji, ani nie stanowią swoistej formy ciekawostek. Podobnie jak bohaterowie „Wyspy zombie”, wykorzystana w niej forma opisowa jest chłodna i niemalże przezroczysta. Zwykle podobną nijakość należałoby uznać za wadę, ale w tym przypadku podkreśla jedynie wydźwięk założeń fabularnych oraz przesłania.

„Wyspa zombie” to opowieść nie tyle o krwiożerczych potworach, co o samotności, odmienności i trudnej do zniesienia izolacji. To także historia o poszukiwaniu sensu oraz rozczarowaniu i stracie. Øysteinowi Stene udało się wykreować nietypową fabułę o sugestywnej, choć pozornie pozbawionej charakteru, nastrojowości. Autor ma szansę przekonać do siebie nie tylko fanów tematyki żywych trupów, ale także każdego, kto lubi nieoczywiste rozwiązania i nowe spojrzenie na „stare” tematy. Szczególnie, że Norweg – zwłaszcza w finalnej części opowieści – pogrywa sobie nieco z czytelnikiem, dając popkulturowym tworom jak „Noc żywych trupów” nowe zadania i przyczyny powstania. Jakie? Dowiecie się jedynie sięgając po książkę.

ocena 7

Za egzemplarz dziękujemy: Zysk i -Ska

Print Friendly, PDF & Email
Alicja Górska

Alicja Górska

Doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zajmująca się przemianami polskiej krytyki filmowej. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Początkująca pisarka, która wciąż nie może znaleźć czasu, by skończyć drugi tom debiutanckiego cyklu "Przed Czasem".
Amatorka wszelakich tekstów kultury - od kina klasy B do perełek z Sundance, od młodzieżowego fantasy do southern gothic czy Prousta. Perfekcjonistka, która wiecznie znajduje się w niedoczasie. Bywa, żem płaczliwa (co Kamil dzielnie znosi).
Dotychczas współpracowałam z: secretum.pl, duzeka.pl, filmaster.pl, zazyjkultury.pl, organizacją Polacy nie gęsi, Ińskie Point. Moim wcześniejszym projektem był recenzent.com.pl
Alicja Górska

Rzuć też okiem na:

Recenzja książki „Zombie.pl”, I. tom serii „Zombie.pl” (autorzy: Robert Cichowlas, Łukasz Radecki) HE-HE, WTÓRNOŚĆ, CO NIE? W każdym gatunku (temacie) pojawia się utwór, który determinuje podobne teksty kultury na najbliższe miesiące, lata, a nawet dekady. Jeżeli chodzi o zombie, to za taki punkt ...
Recenzja książki „Turniej cieni” (autorka: Elżbieta Cherezińska) POLSKOŚĆ BYWA MĘCZĄCA Moje pierwsze spotkanie z literaturą autorstwa Elżbiety Cherezińskiej miało miejsce tuż po tym, jak przeprowadziłam się do Łodzi. Uczęszczając na zajęcia o łódzkim getcie, pozna...
Recenzja książki „Niespodzianka na 6 liter” (autorka: Barbara Spychalska-Granica) JAK (PRAWIE) ZMIENIŁAM ZDANIE O OBYCZAJOWYCH ROMANSACH Mdli mnie na samą myśl o kolejnej książce Grocholi i „jej” pokrzywdzonej czterdziestolatce, która na wsi odkrywa sens swojego życia i faceta z F...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

91 − 84 =

Zapraszam do lektury mojej debiutanckiej powieści oraz na fanpage Alice Hill :).

Partnerzy:
Partnerzy:
Współpraca:
Współpraca:
zBLOGowani.pl