mushishiFILOZOFICZNA I MELANCHOLIJNA PIERWOTNOŚĆ
Pierwotność jest najmocniejszym elementem tego anime. Mglista otoczka tajemniczości ma swoje źródła w niedostępności prezentowanych miejsc, ale i w specyficznych sekretach jej mieszkańców, których próżno byłoby poszukiwać w rozbudowanych, miejskich krajobrazach.

Świat anime odkryłam stosunkowo niedawno. Nie towarzyszył mi od najmłodszych lat, jak film czy książka, a stanowił rzadko eksplorowany teren. Oglądałam oczywiście w dzieciństwie „Dragon Ball” czy „Pokemon”, ale „poważne” anime przypadło dopiero na rok 2004 (2005?) i „Ruchomy zamek Hauru”. Byłam chora, a za przyjaciela miałam jedynie telewizor. Skakałam po kanałach, aż trafiłam na ten tytuł. Coś mnie wtedy zaintrygowało, wciągnęło, zahipnotyzowało. Jednak złożoność anime miała mi się objawić w pełni jeszcze później, podczas seansu „Grobowca świetlików” czy serii „Evangelion”.

mushi-shi„Mushishi” to historia alternatywnej rzeczywistości, w której poza ludźmi egzystują także różnorodne formy Mushi. Jednak stworzenia te nie są widoczne dla każdego. Główny bohater, Ginko, posiada zdolność ich dostrzegania, a także pewne umiejętności, pozwalające na częściowe zapanowanie nad tymi istotami. On i jemu podobni zwani są tytułowymi Mushishi – badaczami, ale i zaklinaczami Mushi. Dodatkowo Ginko cierpi na przypadłość przyciągania tych stworzeń, co nie pozwala mu osiąść w jednym miejscu, a nakazuje podróżować po całym świecie. Za prywatną misję, mężczyzna przyjmuje rozwiązywanie problemów ludzi z negatywnymi mocami Mushi.

„Mushishi” składa się z dwudziestu sześciu odcinków, z których każdy trwa dwadzieścia pięć minut. To dość typowe dla anime. Długość openingu również mogę uznać za uśredniony – półtorej minuty to niezły wynik. Dlaczego o tym wspominam? Przyznaję osobiście, że rozbudowane wstępy przy tak krótkich odcinkach działają na mnie drażniąco, chociaż to oczywiście element pewnej kultury i artystycznych założeń.

Kolejne odcinki opowiadają odrębne historie, które spina jedynie postać Ginko. Kim jest Ginko? Tak naprawdę niewiele można o nim powiedzieć. Elementy jego życiorysu pojawiają się rzadko, ale po skończeniu serii kilka rzeczy wiadomo już na pewno. Jest trochę tak, jakby seria była odwzorowaniem schematu odcinka dla Ginko. Każdy epizod rozpoczyna ukonstytuowanie się problemu, następnie poszukuje się jego rozwiązania, co często okraszają elementy retrospekcyjne, by zakończyć na wartościowej puencie z morałem. Podobnie jest z Ginko w obliczu całej serii.

Świat wypełniony jest istotami nieznanych człowiekowi.

Napisałam o „alternatywnej rzeczywistości”, ale nie jestem zupełnie przekonana do tych słów. Wydaje się bowiem, że to jedynie warstwa literalna tej historii, a samych Mushi nie należy traktować dosłownie. Zwłaszcza, że są to stworzenia podobne do „duchów natury”. Funkcjonują głównie w rejonach słabo zamieszkanych, niedostępnych lub po prostu wiejskich. Żaden z odcinków serii nie rozgrywa się w metropolii. Może być to oczywiście element kreacji owej alternatywnej rzeczywistości, niewykluczone, że nie nie założono w niej miejskich molochów, ale wolę wierzyć, iż chodzi raczej o pewną utraconą wrażliwość i pierwotność, którą obecnie można spotkać jedynie w zapomnianych częściach świata. „Ucywilizowanie” w całej rozpiętości znaczenia tego słowa zabiło w społeczeństwach wiarę w duchowość natury.

Wspomniana pierwotność jest zresztą najmocniejszym elementem tego anime. Mglista otoczka tajemniczości ma swoje źródła w niedostępności prezentowanych miejsc, ale i w specyficznych sekretach jej mieszkańców, których próżno byłoby poszukiwać w rozbudowanych, miejskich krajobrazach. W powietrzu wisi przypowieściowy charakter obrazu. Bardzo często zdarza się bowiem, że problemy bohaterów z Mushi to tak naprawdę problemy ich codzienności – skomplikowana emocjonalność, traumatyczne doświadczenia, niespełnione obietnice lub miłości. Mushi poszukują u żywiciela konkretnych cech. I właśnie te cechy są dla fabuły i jej znaczenia najważniejsze, a nie sam element fantastyczny.

Nie kupuj rzeczy, o których nie masz bladego pojęcia.

Wizualna strona anime nie pozostawia miejsca na narzekania. Miękka linia o niemal impresjonistycznych zapędach pozwala na podziwianie epizodów nie tylko z perspektywy fabularnej i znaczeniowej, ale również obrazowej. Dominują głównie pastele, co podkreśla dodatkowo ową „mglistość” i tajemniczość świata przedstawionego. Kadry mają także charakter filozoficzny i kontemplacyjny, bardzo często określić je można mianem statycznych. Nierzadko również prezentowane są również w serii zbliżeń i detali. Podobne cechy określają warstwę muzyczną, która stanowi dopełnienie wymienionych wyżej założeń, tworząc dzieło kompletne.

Największą zaletą „Mushishi” jest jej sugestywność. W prezentowany świat nie sposób uwierzyć, ale z drugiej strony uwierzyć by się chciało. Bo chociaż Mushi mają swoje mroczne oblicza, to występują także w całej palecie znaczeń, które ja sama uznaję za pocieszające. Sam Ginko zaś i historia, którą wypełnia, uczą rzeczy, które chociaż nie mają podobnego jak w serii zastosowania, pozostają piękne. Słuchanie własnego ciała poprzez zakrycie uszu, czy relatywne spoglądanie na świat – nawet najgorsze w sensie oddziaływania na ludzi Mushi nie jest winne swojej natury, która determinuje sposób jego przetrwania – to tylko nieliczne z prawd, które mogą wzbogacić ludzką codzienność.

99

Alicja Górska

Wesprzyj nas :)

Wesprzyj nas :)

Krytyki na YT!

logo youtube

Partnerzy:

wydawnictwo literackie
edipresse
wydawnictwo otwarte
zyska i s-ka wydawnictwo
jaguar
państwowy instytut wydawniczy
wydawnictwo dreams
Feeria Young
wydawnictwo czarna owca
Kino Świat

Współpraca:

mediakrytyk
zBLOGowani.pl