zamiana z księżniczkąTAKIE SAME, A… TAKIE SAME

Wydawało się, że po „Spring Breakers” Vanessa Hudgens doczeka się sensownych propozycji filmowych i przestanie grać w Disnejowskich lub à la disnejowskich produkcjach dla młodszych odbiorców. Nic z tego! Mamy rok 2018, a urokliwa Gabriella z „High School Musical” powraca w jednej z wielu propozycji Netflixa na Święta – „Zamianie z księżniczką” – by jeszcze raz wcielić się w ten sam typ postaci, co przed laty.

Mimo pieczenia cukierniczych pyszności, życie Stacy (Vanessa Hudgens) ma raczej gorzki smak. Harująca od rana do nocy dziewczyna nie potrafi podnieść się po trudnym rozstaniu. Wrodzone umiłowanie planowania nie pozwala jej zaszaleć i zmusza do rozpamiętywania przeszłości. Jej, również samotny i w dodatku z dzieckiem, przyjaciel Kevin (Nick Sagar) postanawia dodać nieco cukru życiu Stacy i zgłasza ją na konkurs wypieków w odległym Królestwie Belgrawii. Mimo początkowej niechęci, dziewczyna ostatecznie decyduje się spędzić Święta w obcym kraju. Na miejscu okazuje się, że narzeczona księcia (granego przez Sama Palladio) wygląda dokładnie jak ona. Lady Margaret, bo o niej mowa, niemal natychmiast postanawia wykorzystać nietypową sytuację i prosi amerykańską przybyszkę, by zamieniła się z nią „życiami” na dwa dni. Zamiana ta będzie miała ogromny wpływ na ich dalsze losy.

zamiana z księżniczkąNa pewno doskonale znacie ten schemat – niezadowolona z dworskiej etykiety i funkcjonowania na świeczniku księżniczka pragnie skosztować „normalnego życia”, więc gdy spotyka swojego (zwykle biednego) sobowtóra, natychmiast daje nogę ze złotej klatki. Oczywiście zakochuje się w „zwykłym śmiertelniku”. Tymczasem dubler-Kopciuszek zaczyna czuć miętę do księcia. Pełno w tym wszystkim kłamstw i niedopowiedzeń, akcja dzieje się błyskawicznie, ale finał i tak jest zawsze taki sam, czyli… żyli długo i szczęśliwie. „Zamiana z księżniczką” w żaden sposób nie wyłamuje się ze schematu, ale mimo wszystko nie jest to wadą filmu. Czasami miło bowiem poobcować z czymś bezpiecznym i przewidywalnym. Zwłaszcza, gdy posiada tyle uroku.

„Zamiana z księżniczką” ma w sobie wszystko to, co kochają romantyczne dziewczynki (i ich matki, choć oficjalnie się do tego nie przyznają). Jest więc romantyczna sceneria, atrakcyjni bohaterowie, pełne uroku przypadki (nieznajomość „zwykłego życia” u księżniczki oraz braki w dworskiej etykiecie u „biedaczki” zawsze generują czarujące gagi) i uczucie narastające stopniowo, acz dynamicznie, od pierwszego spojrzenia sobie w oczy poszczególnych par. Świąteczna aura dodatkowo to wszystko podbija. Można niemal udusić się od słodkiego zapachu korzennych przypraw miłości.

Film w reżyserii Mike’a Rohla nie stara się udawać czegoś więcej. Ba, mając pełną świadomość, że widzowie doskonale znają ten schemat i wiedzą, jak historia się skończy, twórcy postanowili najwyraźniej nie przykładać się zanadto ani do antagonistów (wysłannik pary królewskiej jest po prostu rozczulający, a nie groźny), ani do wyjaśniania niektórych spraw. Podobieństwo bohaterek zostało w scenariuszu potraktowane po macoszemu, ale nic to, bo w sumie – co zmieniłoby dokładne wytłumaczenie ich wizualnej zbieżności? Przecież i tak chodziło o romans zwykłego chłopaka z księżniczką i zwykłej dziewczyny z księciem. Nic więc dziwnego, że nie przyłożono się również do odpowiedniego zbalansowania rzekomo absolutnie odmiennych charakterów protagonistek. Piszę „rzekomo”, bo realne różnice między nimi są naprawdę subtelne. Zwłaszcza po tym, jak uporządkowana Stacy daje sobie wreszcie dyspensę od spiny.

Cóż mogę napisać – jaka jest „Zamiana z księżniczką”, widać już po samym zwiastunie. To ulubione ciasteczko, z ulubionej cukierni, które kupuje się u ulubionego sprzedawcy od kilkunastu lat. W zasadzie człowiek zajada się już nim raczej z przyzwyczajenia niż wielkiej ochoty, ale przecież wciąż smakuje tak samo, jak przed laty, a to chyba dobrze, prawda? Jeżeli macie ochotę na powrót do originu Vanessy Hudgens w prostym i doskonale znanym, jak ulubione stare skarpety, schemacie – po prostu pokochacie „Zamianę z księżniczką”.

 

Alicja Górska

Doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zajmująca się przemianami polskiej krytyki filmowej. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Początkująca pisarka, która wciąż nie może znaleźć czasu, by skończyć drugi tom debiutanckiego cyklu "Przed Czasem".
Amatorka wszelakich tekstów kultury - od kina klasy B do perełek z Sundance, od młodzieżowego fantasy do southern gothic czy Prousta. Perfekcjonistka, która wiecznie znajduje się w niedoczasie. Bywa, żem płaczliwa (co Kamil dzielnie znosi).
Dotychczas współpracowałam z: secretum.pl, duzeka.pl, filmaster.pl, zazyjkultury.pl, organizacją Polacy nie gęsi, Ińskie Point. Moim wcześniejszym projektem był recenzent.com.pl
Alicja Górska

Zostaw komentarz w sposób, jaki lubisz najbardziej! :)

Wesprzyj nas :)

Wesprzyj nas :)

Krytyki na YT!

Partnerzy:

business and culture
wydawnictwo literackie
edipresse
SQN
wydawnictwo otwarte
wydawnictwo axis mundi
zyska i s-ka wydawnictwo
jaguar
drageus
państwowy instytut wydawniczy
wydawnictwo dreams
Feeria Young
wydawnictwo czarna owca
rebis
CinemaPm
Kino Świat
woblink
gandalf
bookmaster

Współpraca:

secretum
duzeka
mediakrytyk
zBLOGowani.pl