christmas specials

ŚWIĘTA W PIĘCIU SMAKACH

Przyciemnijcie światła, chwyćcie kubek z gorącym napojem, rozsiądźcie się wygodnie i włączcie sobie jakieś świąteczne odcinki ulubionych seriali lub okolicznościowe krótkometrażówki na licencji ulubionych filmów. Ale co wybrać, zapytacie? W zależności od tego, czego szukacie, mam dla Was garść propozycji, tak na start.

Święta Bożego Narodzenia to dla niektórych jedne z najważniejszych religijnych świąt w roku, inni świętują je raczej z przyzwyczajenia niż religijnej gorliwości, wśród jeszcze innych świąteczny okres już dawno uwolniony został od kontekstu religijnego i – zeświecczony – stanowi po prostu doskonały pretekst, by spotkać się z bliskimi. No i jest też popkultura, która z Gwiazdki oraz następujących po niej dni uczyniła ni mniej, ni więcej, tylko produkt, na którym można zarobić. Przetwarzanie klasycznych bożonarodzeniowych historii i covery okolicznościowych hitów muzycznych, mieszanie tradycji różnych wyznań, żonglowanie kojarzącymi się ze Świętami motywami i łączenie ich w nieoczywiste kombinacje – sposobów na wykorzystanie świątecznej atmosfery przez przemysł rozrywkowy jest mnóstwo.

Nie zrozumcie mnie źle, nie piszę tego z cyniczną złośliwością. Nie jestem Grinchem czy innym zrzędliwym popsujzabawą, który chce odczarować świąteczną atmosferę czy choćby jej popkulturowy obraz. Wręcz przeciwnie – sam chętnie nasiąkam tym uroczym blichtrem. Słuchając lecącego z głośników „Last Christmas” i innych dorocznych przebojów z dzwoneczkami; wędrując po sklepach przyozdobionych wieńcami, światełkami, atrapami prezentów i sztucznym śniegiem; smakując i wąchając aromaty grzańców, pierników czy innych korzennie przyprawionych pyszności – z przyjemnością chłonę wszystkie te bodźce, budując w sobie świąteczny hype, niezależnie od świadomości tego, jak duża część tej kiczowatej otoczki preparowana jest z pobudek stricte komercyjnych. Daję się uwieść, bo… to wszystko jest fajne.

Dlatego, jeśli tylko mam w ogóle czas na takie przesiąkanie świąteczną atmosferą, chętnie wskakuję w grudniowe wieczory pod kocyk, dzierżąc w dłoni kubek rozgrzewającego napoju i zasiadając przed telewizorem. Ale nie do byle czego! Swego rodzaju niepisaną zasadą stało się tworzenie specjalnych świątecznych odcinków seriali albo okolicznościowych shortów towarzyszących znanym filmom. Wszystkie tego typu produkcje zwykle określa się mianem Christmas Specials, choć coraz częściej trafniejszym określeniem zdaje się wobec nich neutralne wyznaniowo Holiday Specials. I właśnie o pięciu takich krótkometrażówkach stworzonych z okazji Świąt możecie przeczytać poniżej. Kluczem doboru była m.in. różnorodność w podejściu do tematu i charakter „dodatku” do poszczególnych franczyz (w związku z czym nie uwzględniałem tu odcinków seriali, stanowiących część regularnych sezonów). Pozycji, o których chciałbym wspomnieć jest oczywiście znacznie więcej, ale może wrócimy do tematu w przyszłym roku. Tymczasem zapraszam do lektury zestawienia a później… może podzielicie się swoimi ulubionymi Christmas Specials?

Shrek: Kolędowanie z osłem

shrek: kolędowanie z osłemFani „Shreka” nie mają powodów do narzekań, jeśli chodzi o rozbudowywanie uniwersum wyrosłego wokół postaci tytułowego ogra. Cztery pełnometrażowe filmy w serii plus spin-off, dokument, cała masa gier na różne platformy i sporo krótszych metraży. Te ostatnie często wypuszczane z okazji różnych świąt, od Halloween po Boże Narodzenie właśnie. Ba! Takich np. gwiazdkowych „speciali” ukazało się nawet więcej niż jeden. Pierwszy z nich, „Pada Shrek” z 2007 roku, nastawiony był na opowiedzenie prostej historyjki. Nieco inaczej sprawa wygląda w przypadku „Donkey’s Caroling Christmas-tacular” z roku 2010, znanego w Polsce jako „Kolędowanie z osłem”.

Tu trudno mówić w ogóle o fabule, ponieważ zarysowana szczątkowo sytuacja narracyjna stanowi jedynie pretekst, punkt wyjścia dla serii musicalowo odśpiewanych (przez bohaterów znanych z filmów o Shreku) piosenek świątecznych. Wbrew polskiemu tytułowi, wśród utworów wykorzystanych w tej animacji znalazły się głównie nie kolędy, a amerykańskie popowe hity, puszczane każdej zimy w radio. Ich teksty zostały jednak mocno zmienione – tak, by lepiej pasowały do bajko-baśniowego uniwersum. Wbrew grze słów z oryginalnego tytułu, w tym świątecznym shorcie nie ma nic spektakularnego. Ot, parę nic niewnoszących numerów muzycznych uzupełnionych o garść gagów zbudowanych na podobnej postmodernistycznej „dwuwarstwowości”, jak zasadnicze filmy w tej franczyzie. Można jednak włączyć, gdy nie chcemy się skupiać zanadto na oglądaniu, żeby leciało sobie w tle np. podczas ubierania się na świąteczne przyjęcie.

Pingwiny z Madagaskaru: Misja Świąteczna

pingwiny z madagaskaru: misja świąteczna„Pingwiny z Madagaskaru” to chyba najlepsze, co przytrafiło się marce „Madagaskar”. Humorystyczne przetworzenie konwencji filmów i seriali szpiegowsko-wojennych poprzez ukazanie dziwacznego oddziału do zadań specjalnych, złożonego z pingwinów zamieszkujących nowojorskie zoo po prostu zadziałało. Na tyle, że serial o przygodach tytułowych pingwinów zjednał twórcom chyba nawet więcej fanów (i przyniósł więcej zysków) niż filmy, z których wywodzą się bohaterowie. Nie przeszkodziło nawet cięcie kosztów, skutkujące m.in. słabszą jakością wykonania pod względem technicznym.

Świąteczny odcinek specjalny „Pingwinów z Madagaskaru” jest jednak estetycznie bliższy filmom niż serialowi. Już na pierwszy rzut oka widać, że wygląda po prostu lepiej niż telewizyjna wersja przygód tytułowych zwierzaków. Całość trwa 11 minut, przez co opowiedziana w nim historia spokojnie zmieściłaby się jednak w standardowym odcinku serialu, zwyczajowo dzielonym na dwie, często niespełna dziesięciominutowe części. Pod względem nastroju, dynamiki narracji czy konstrukcji gagów – to po prostu więcej tego wszystkiego, co fani dobrze znają. Przy tym przesłanie, zasadzające się na idei pomagania innym, by w Boże Narodzenie nie byli samotni, doskonale oddaje ducha Świąt.

Smoki: Prezent Nocnej Furii

smoki: prezent nocnej furiiNajpiękniejsza i najbardziej przemyślana produkcja DreamWorks w niniejszym zestawieniu stanowi kolejny przykład rozbudowy świata znanego z filmów i seriali danego cyklu – w tym przypadku „Jak wytresować smoka?”. Podobnie jak większość Christmas Specials, tak i „Prezent Nocnej Furii” wymaga od widzów znajomości postaci i wydarzeń ze świata ukazanego w innych tekstach należących do franczyzy. Warto być obeznanym ze stanowiącymi kanon tego uniwersum filmami, a przynajmniej z pierwszym pełnometrażowym filmem. Akcja specjalnej świątecznej krótkometrażówki toczy się bowiem wyraźnie po wydarzeniach ukazanych w pierwszej części filmowego cyklu.

Jeśli spełniamy powyższe warunki, to „Prezent Nocnej Furii” ma nam sporo do zaoferowania. Po pierwsze, ukazane tu wątki pięknie poszerzają świat przedstawiony filmów o nowe miejsca i informacje. Po drugie, to kolejne potwierdzenie ogromnej konsekwencji, z jaką twórcy kreują bohaterów i kulturę w budowanym przez siebie uniwersum. Widać to na przykład w poszerzeniu palety „kocich” zachowań Nocnej Furii czy stadnego działania wszystkich smoków, ale też choćby w ciekawych pomysłach na połączenie (pozornie trudnych do pogodzenia) tradycji Wikingów z nienazwanymi wprost, ale rozpoznawalnymi elementami tradycji chrześcijańskich (czy też pogańskich, ale zaadaptowanych przez chrześcijaństwo i z nim kojarzonych). Po trzecie, wreszcie, ten świąteczny short dostarcza sporo śmiechu i wzruszeń, oddając tym samym ducha serii.

Trolle: Świąteczna misja

trolls holidayFilmowa wersja „Trolli” była dla mnie zaskakująco fajnym odkryciem. Próba połączenia tego świata z ideą Bożego Narodzenia wydawała mi się jednak na tyle karkołomnym zadaniem, że nie obiecywałem sobie za wiele po specjalnym świątecznym odcinku. Kiedy zacząłem go oglądać, przez pierwsze kilkanaście minut przypuszczałem, że jego „świąteczność” dotyczyć będzie świąt w ogóle, bo też fabuła traktuje o rozmaitych okolicznościach do celebracji, skupiając się na różnicach kulturowych między Trollami a Bergenami.

Kiedy mniej więcej w połowie dwudziestosześciominutowgo odcinka pojawiła się wzmianka o Dniu Ciepłego Swetra, ewidentnie nawiązującym do kiczowatych – kultowych w niektórych kręgach – paskudnych świątecznych swetrów, zauważyłem rosnące nagromadzenie elementów kojarzących się z Gwiazdką. Im dalej fabuła się rozwijała, tym bardziej doceniałem przemyślany sposób stopniowego przygotowywania gruntu pod te oczywiste nawiązania. Koniec końców, choć ani razu nie pojawia się tu słowo „Christmas”, finał odcinka pęka w szwach od charakterystycznych świątecznych rekwizytów i atrybutów. Niemożliwe okazało się prawdziwe, a tym samym twórcy zyskali sobie jeszcze większą sympatię z mojej strony.

BoJack Horsemen: Christmas Special

bojack horseman: christmas specialŚwiąteczny odcinek specjalny „BoJacka” jest bodaj najbardziej oryginalnym z tytułów pojawiających się na tej liście. Stanowi bowiem paradoks – jednocześnie powiela schematy typowe dla Christmas Specials i dokonuje ich dekonstrukcji. Tę dziwaczną dwuwymiarowość udało się uzyskać dzięki prostemu zabiegowi, a mianowicie zastosowaniu kompozycji szkatułkowej. Mianowicie, BoJack i Todd odtwarzają z kasety VHS świąteczny odcinek specjalny sitcomu „Rozbrykani” („Horsin’ Around”), w którym przed laty ten pierwszy grał jedną z głównych ról.

„Świąteczne życzenie Sabriny”, bo taki tytuł nosił ów odcinek, oglądamy wraz z BoJackiem i Toddem, co jakiś czas słuchając ich komentarzy do poszczególnych scen. Ironiczne uwagi bohaterów podkreślają różne typowe dla sitcomów z lat 90. mankamenty, które wówczas pozostać mogły niezauważone, przezroczyste. W efekcie, „BoJack Horsemen: Christmas Special” stanowi przykład typowego dla kultury postmodernizmu (i dla całego serialu „BoJack Horsemen”) zabiegu medialnej samozwrotności, wręcz autoironii, zbudowanej na intertekstualnych żartach i pogrywaniu z konwencją sitcomu.

Co ciekawe, kontrastująca ze słodyczą i ugładzeniem „Horsin’ Around” gorycz i cynizm „BoJacka” (jako serialu i jako postaci), w jakiś przewrotny sposób podkreśla nostalgiczną potrzebę naiwnej celebracji świąt, zakorzenioną głęboko w podświadomości większości uczestników popkultury, a uosobioną w postaci Todda, z ogromnym i szczerym entuzjazmem oglądającego archiwalny odcinek serialu, w którym grał jego przyjaciel. To kolejny przykład tego, że za chłodem i dystansem serialu o BoJacku skrywa się ogromna wrażliwość i ciepło.

 

To by było na tyle, jeśli chodzi o tegoroczne zestawienie Christmas Specials. Część godnych uwagi tytułów musiałem pominąć, by lista nie była za długa. Część pominąłem, bo nie pasowały do kryteriów, które sobie narzuciłem. Jeszcze inne nie trafiły na na listę, ponieważ mimo iż spodziewam się, że mogą być dobre, zwyczajnie nie zdążyłem ich obejrzeć. Jak to jednak mówią: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Albo: co się odwlecze, to nie uciecze. Mam co oglądać (i potencjalnie o czym pisać) w przyszłości. Tymczasem to Was zachęcam do zastanowienia: co znalazło by się na Waszej liście specjalnych świątecznych odcinków i krótkich metraży?

Kamil Jędrasiak