dobramoc vaderzeSEN SPRZYMIERZEŃCEM TWOIM JEST
Popularność produkcji George’a Lucasa pociągnęła za sobą rozwój całego rynku różnorodnych drobiazgów (kolekcjonerskich figurek, zabawek, puzzli, strojów itd.), ale również osobnych światów na odmiennych platformach. „Gwiezdne wojny” podbiły serca nie tylko widzów w różnym wieku, ale także czytelników czy graczy. Mnogość animacji, seriali, gier oraz książek zjednywała i nieustannie zjednuje sobie coraz liczniejszą rzeszę fanów. A od zeszłego roku, gdy na ekrany kin weszło „Przebudzenie mocy”, saga przeżywa drugą młodość. Tak samo jak rynek produktów dla fanów. Ba, jego zaopatrzeniowcy nie przepuszczają żadnej grupie odbiorczej. Dla jej najmłodszych przedstawicieli (chociaż nie tylko) przygotowano np. książeczkę „DobraMOC Vaderze”, której autorem jest Jeffrey Brown.

Utwór zamknięto w niepozornych rozmiarów tomiku o kwadratowym formacie. Grubą, sztywną okładkę zdobi grafika, która jednocześnie jest jedną z ilustracji historyjki (podobnie wygląda rewers egzemplarza). Dzięki temu bez zaglądania do środka wiemy już, czego się spodziewać – uroczych, wręcz rozczulających obrazków, przedstawiających znanych bohaterów od nieznanej strony. Mała Lea i Luke dokazujący ojcu mają w sobie jednak nie tylko spory ładunek uroku, ale również humoru.

dobramoc vaderzeJak zresztą podejść bez – choćby subtelnego – uśmiechu do opowiastki o bliźniakach, potomkach Vadera, które niejako zmuszają go do przeczytania im bajki? Zwłaszcza, gdy mroczny Lord Sithów, ulega dziecięcym namowom i niczym czuły rodzic siada przy łóżku szkrabów, by snuć opowieść o pogrążającym się we śnie Imperium. A właściwie jej mieszkańcach, którzy – z trudem lub łatwością – po kolei wpadają w objęcia Morfeusza, wykazując przy tym typowe dla siebie cechy i idące za nimi zachowania?

By docenić opisywany tytuł, trzeba jednak (koniecznie!) znać sagę. Proste rymowanki zawarte na kolejnych stronach „DobraMOC Vaderze”, opatrzone odpowiednimi ilustracjami, stają się zrozumiałe dopiero wtedy, gdy zna się kontekst. Autor przywołuje bowiem kolejnych bohaterów posługując się ich imionami, wrzucając ich w konkretne lokacje i sytuacje, które bez odniesienia do sagi są tylko dziwacznymi zlepkami wyrazów. Jeffrey Brown nie załącza do książeczki żadnego słownika (zresztą przy skomplikowaniu serii Lucasa i tak na nic by się nie przydał), ani nie wprowadza postaci tak, by zaczęły coś znaczyć dla kogoś, kto nigdy nie miał styczność z filmami.

Pod pewnymi zresztą względami „DobraMOC Vaderze” przypadnie do gustu bardziej dorosłym fanom „Gwiezdnych wojen” niż ich pociechom. Obawiam się bowiem, że równie nierozbudowane książeczki zwykle adresowane są do kilkulatków (starsze dzieci cenią bardziej dynamiczne historie, a nie króciutkie rymowanki), a ci niekoniecznie mają za sobą seans sagi tudzież nie orientują się zupełnie w jej zawiłościach. W takich sytuacjach na ratunek może oczywiście ruszyć bardziej obeznany rodziców (o ile, oczywiście, jest bardziej obeznany), jednak docelowo to właśnie dorosłego odbiorcę „DobraMOC Vaderze” jest w stanie rozczulić. Wieloletni fan „Gwiezdnych wojen” dostrzeże w kolejnych ilustracjach i podpisach znacznie więcej niż tylko prostą historyjkę na dobranoc. Autor powiastki bowiem doskonale odnajduje się w świecie ironicznych komentarzy i wielowarstwowych metafor, z których z kolei frajdę czerpać mogą jedynie rodzice (dzieci, nawet jeżeli znają sagę, raczej nie posiadają odpowiednich kompetencji).

W ostatecznym rozrachunku nie mogę postąpić inaczej, niż uznać „DobraMOC Vaderze” za pozycję atrakcyjną i wartą uwagi. Zapaleni fani „Gwiezdnych wojen” mogą wykorzystać ją jako swoisty wabik, triger dla rozbudzenia zainteresowania w swoich dzieciach, czy inspirujący elementarz, którego niejasności da się użyć jako pretekst do snucia długich opowieści na temat poszczególnych wątków zawartych w serii George’a Lucasa. Same ilustracje zresztą z pewnością zainteresują najmłodszych odbiorców barwnością i ilością szczegółów. A jak nie? Jak nie, to przynajmniej rodzice będą mieli nieco zabawy. Pociechy zasną tak czy siak – czy to za sprawą zawartych na kartach „DobraMOC Vaderze” rymowanek, czy rozwlekłych wyjaśnienie rodziców-fanów.

Alicja Górska

Doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zajmująca się przemianami polskiej krytyki filmowej. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Początkująca pisarka, która wciąż nie może znaleźć czasu, by skończyć drugi tom debiutanckiego cyklu "Przed Czasem".
Amatorka wszelakich tekstów kultury - od kina klasy B do perełek z Sundance, od młodzieżowego fantasy do southern gothic czy Prousta. Perfekcjonistka, która wiecznie znajduje się w niedoczasie. Bywa, żem płaczliwa (co Kamil dzielnie znosi).
Dotychczas współpracowałam z: secretum.pl, duzeka.pl, filmaster.pl, zazyjkultury.pl, organizacją Polacy nie gęsi, Ińskie Point. Moim wcześniejszym projektem był recenzent.com.pl
Alicja Górska

Zostaw komentarz w sposób, jaki lubisz najbardziej! :)

Wesprzyj nas :)

Wesprzyj nas :)

Krytyki na YT!

Partnerzy:

business and culture
wydawnictwo literackie
edipresse
SQN
wydawnictwo otwarte
wydawnictwo axis mundi
zyska i s-ka wydawnictwo
jaguar
drageus
państwowy instytut wydawniczy
wydawnictwo dreams
Feeria Young
wydawnictwo czarna owca
rebis
CinemaPm
Kino Świat
woblink
gandalf
bookmaster

Współpraca:

secretum
duzeka
mediakrytyk
zBLOGowani.pl