sleepy hollow 2 ocenaŚMIERTELNE STĘŻENIE ABSURDU

Pierwszy sezon „Sleepy Hollow” zebrał u mnie mnóstwo komplementów. Obiecywałam widzom fale śmiechu i rozbawienia oraz chwile pełne napięcia i stresu. Nie wycofuję się z tego, wciąż uważam, że pierwszy sezon tego serialu był udanym mariażem gatunków. Niezmiennie jestem też ogromną fanką przepięknego brytyjskiego akcentu Toma Misona. Szkoda jedynie, że scenariusz, który już w pierwszym sezonie wydawał się nierówny i nieco dziurawy, w drugim sezonie jeszcze bardziej stracił na jakości.

Finał pierwszego sezonu „Sleepy Hollow” zakończył się dość brutalnie, nie dając jasnej odpowiedzi na pytanie o to, co ostatecznie spotkało bohaterów. Na podobną zwłokę nie zdecydowano się jednak w sezonie drugim, który już w pierwszych minutach wyjaśnia, że postaci wykaraskały się z potrzasków. Jak? Na tym skupia się już szereg retrospekcji. W zasadzie fabuła nie zmienia się ni o jotę – dwójka Świadków Apokalipsy, Ichabod Crane (grany przez Toma Misona, uśmiercony 250 lat wcześniej i powołany do życia współcześnie, XVIII-wieczny żołnierz) oraz porucznik Abbie Mills (Nicole Beharie), wciąż walczą, by ochronić świat przed zagładą. Tym razem jednak zagrożenie wydaje się nadchodzić z rejonów dużo bliższych niż piekło…

sleepy hollow 2 plakatNiby nie zmieniło się nic, a tak naprawdę zmieniło się wszystko. Podczas gdy pierwszy sezon „Sleepy Hollow” porywał wartką akcją i zabawnymi dowcipami sytuacyjnymi, sezon drugi porywa… chęcią założenia na głowę koca lub innej tarczy przeciwko brakowi logiki. Stężenie absurdów na minutę zdecydowanie przewyższa dopuszczalną normę. Co gorsza, im dalej w las, tym zabójcze nieprzemyślenie scenariusza, coraz bardziej kłuje w oczy. W którymś momencie jest już tego tak dużo, że nawet najbardziej odporni na bzdury zaczną się gromko śmiać, rozważając jednocześnie, czy nie zalać się łzami. Mniej więcej tak przynajmniej wyglądało moje śledzenie tego sezonu.

Jedno jest pewne, jeżeli cenicie sobie zaskoczenia, ten serial w stu procentach spełni wasze oczekiwania. Rozwój akcji jest bowiem tak daleki od związku przyczynowo-skutkowego i oderwany od dotychczasowej wiedzy o świecie bohaterów, że usta mimowolnie rozwierają się w niemym wyrazie szoku i niedowierzania. Czy zostało coś ze „starego”, dobrego „Sleepy Hollow”? Dawny poblask, który z rzadka jedynie ujawnia się w scenach, które – najpewniej przez przypadek – jak przez mgłę przypominają rozwiązania fabularne z sezonu pierwszego. Tylko, czy to wada, czy zaleta? Miałam dziwne wrażenie, że ktoś postanowił wykonać filmik fanowski, rekonstruując i zmieniając znane już obrazy. Zwłaszcza gdy w ujęciach brała udział Abbie Mills lub żona Ichaboda.

Ta druga pozostała tak dalece irytująca, że gdy tylko pojawiała się na ekranie, głośno życzyłam jej śmierci. John Noble nie powtórzył niestety sukcesu z „Fringe”, gdzie znajdował się w czołówce moich ulubionych postaci, jeżeli w ogóle nie stał na piedestale. Beharie zaczęła mi działać na nerwy, nieustannie powtarzając te same kwestie (jestem pewna, że ktoś pisał scenariusz epizodów drugiej serii według jakiegoś szablonu, a może i wykorzystując metodę kopiuj-wklej). Jedynie Mison nie zanotował spadku aktorskiej formy, jakkolwiek jego postać również potrafiła działać na nerwy – zwłaszcza gdy do głosu dochodziły kwestie rodzinne.

W kwestii wizualnej w zasadzie nic się nie zmieniło, lecz patrząc na formę innych zmian w serialu, pozostaje się z tego cieszyć. Opening „Sleepy Hollow” jest bowiem jednym z moich ulubionych, niezależnie od tego, jak mierną produkcję otwierał tym razem.

Gdyby pierwszy sezon tejże serii posiadał „twarde” zakończenie, zachęcałabym do jego obejrzenia i zapomnienia o tym, że w ogóle powstała druga jego seria. Niestety, brutalny cliffhanger pozostawia zbyt wiele rzeczy niedopowiedzianych. Z kolei nurkowanie z tego powodu w szambie drugiej odsłony serii byłoby niewspółmiernym poświęceniem. Z bólem serca muszę więc stwierdzić, że jeżeli jeszcze nie zaczęliście przygody z „Sleepy Hollow”, to zostawcie je na liście rezerwowej. Ja tymczasem trwać będę w wahaniu, czy dać serii ostatnią szansę w trzecim sezonie, czy od razu o nim zapomnieć.

ocena 4

Alicja Górska

Doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zajmująca się przemianami polskiej krytyki filmowej. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Początkująca pisarka, która wciąż nie może znaleźć czasu, by skończyć drugi tom debiutanckiego cyklu "Przed Czasem".
Amatorka wszelakich tekstów kultury - od kina klasy B do perełek z Sundance, od młodzieżowego fantasy do southern gothic czy Prousta. Perfekcjonistka, która wiecznie znajduje się w niedoczasie. Bywa, żem płaczliwa (co Kamil dzielnie znosi).
Dotychczas współpracowałam z: secretum.pl, duzeka.pl, filmaster.pl, zazyjkultury.pl, organizacją Polacy nie gęsi, Ińskie Point. Moim wcześniejszym projektem był recenzent.com.pl
Alicja Górska

Zostaw komentarz w sposób, jaki lubisz najbardziej! :)

Wesprzyj nas :)

Wesprzyj nas :)

Krytyki na YT!

Partnerzy:

business and culture
wydawnictwo literackie
edipresse
SQN
wydawnictwo otwarte
wydawnictwo axis mundi
zyska i s-ka wydawnictwo
jaguar
drageus
państwowy instytut wydawniczy
wydawnictwo dreams
Feeria Young
wydawnictwo czarna owca
rebis
CinemaPm
Kino Świat
woblink
gandalf
bookmaster

Współpraca:

secretum
duzeka
mediakrytyk
zBLOGowani.pl