baywatch ocenaPLAŻA I PORZĄDEK

Nie mam wątpliwości, że filmowa wersja kultowego serialu „Baywatch. Słoneczny patrol” wielu nie przypadła do gustu. To bardzo niebezpieczna rzecz realizować produkcje oparte na tak głęboko zakorzenionej w społecznej pamięci, darzonej sentymentem marce – zwłaszcza gdy coraz trudniej odróżnić projekty fanboy’ow od skoków na kasę. Wystarczy jednak nie myśleć zbyt dużo, by na takich produkcjach jak „Baywatch” dobrze się bawić.

Każdego roku kalifornijska plaża przyciąga tłumy turystów. Na ich straży stoi wręcz elitarny zespół ratowników, co sezon zasilany świeżą krwią najlepszych z najlepszych. Niestety, nawet najbardziej doceniana ekipa wymięka, gdy w grę wchodzą polityczne rozgrywki. W tym roku do sprawdzonej drużyny Mitcha Buchannona (Dwayne Johnson) z polecenia góry dołączyć ma kontrowersyjny i egoistyczny złoty medalista w pływaniu Matt Brody (Zac Efron). Czy podobna kula u nogi nie przeszkodzi Mitchowi i innym ratownikom – Summer (Alexandra Daddario), CJ (Kelly Rohrbach), Stephanie (Ilfenesh Hadera) i Ronniemu (Jon Bass) – w wypełnianiu zawodowej powinności? A może obecność brawurowego samoluba przyniesie wyłącznie kłopoty? Nad kalifornijską plażę nadciągają jeszcze ciemniejsze chmury, gdy ocean wyrzuca na brzeg torebki z narkotykami…

baywatch plakat„Słoneczny patrol” nie był serialem, na który czekałam czy który śledziłam z uwagą. Od czasu do czasu widywałam odcinek lub dwa – wszystkie oparte na tym samym schemacie, kiczowate oraz przewidywalne. Oglądanie „Słonecznego patrolu” było hipnotyzujące i wybitnie relaksujące niczym wpatrywanie się w schnące po deszczu płyty chodnikowe. Naprawdę niewiele jest tytułów, przy których z taką łatwością można wyłączyć myślenie. Kiedy pojawiła się informacja o planowanej premierze filmowej wersji „Baywatch”, wiedziałam, czego się spodziewać.

Dzisiejszy kicz i kicz sprzed 10, 20 czy 30 lat to zupełnie inny typ kiczu. Oczywiste było, że twórcy nie postanowią przetransponować „Słonecznego patrolu” jeden do jednego. Nowy „Baywatch” musiał trafiać w gusta dzisiejszego audytorium podobnej produkcji, a nie fanów tytułu transmitowanego od końca lat 80. Owłosiona, przeciętnych rozmiarów klatkach Davida Hasselhoffa robiła wrażenie na kobietach wtedy, ale dzisiaj nie wpisywałaby się już w estetyczne trendy. Seksownie wcięte doły jednoczęściowych kostiumów kąpielowych, odsłaniające kości biodrowe wciąż wyglądają apetycznie, ale to suwaki w górnych partiach stroju zajmują miejsce w modowych czasopismach. Nawet tleniony blond zastępują dziś raczej miedziane i złote odcienie włosów. „Słoneczny patrol” musiał przejść lifting, by „Baywatch” miał szansę rezonować w swojej grupie odbiorczej tak, jak kiedyś robiła to produkcja z Hasselhoffem.

O tym, że twórcy rozumieli tę konieczność i mieli plan, jak rzecz zrealizować, świadczą wybory castingowe. The Rock w roli Buchannona to doskonały pomysł. Johnson, mimo solidnej budowy i wytatuowanego ciała, nie jest kojarzony w pierwszej kolejności jako „aktor do wyglądania” czy obiekt seksualny. Wcielający się zwykle w rodzinne, opiekuńcze i zabawne postaci The Rock świetna sprawdza się w roli zaangażowanego obrońcy plaży i porządku oraz mentora nieco bardziej frywolnej młodzieży. Zack Efron z kolei od dawna próbuje zedrzeć z siebie etykietkę nastoletniej gwiazdy. Zagranie dalekiej od ideału, dość wulgarnej i momentami prymitywnej postaci z pewnością nie jest błędem przy podobnej strategii. Efron stanowi też ze swoim chłopięcym urokiem estetyczną przeciwwagę dla tężyzny Johnsona, poszerzając grono ukontentowanych wizualnie odbiorczyń filmu.

W kontekście castingu nie można nie wspomnieć o doborze kobiecej części obsady. Tutaj niestety nie jest tak kolorowo. Wielkie brawa dla twórców za zdecydowanie się na aktorki o naturalnie atrakcyjnej budowie ciała i jednocześnie „wielkie buu” za brak skonstruowania paniom sensownych ról. Jedynie filmowa antagonistka, w którą wciela się Priyanka Chopra, miała okazję wyraźniej zapaść widzowi w pamięć, choć i tutaj pozostało sporo niewykorzystanego potencjału. Mimo wszystko, wbrew powszechnej opinii nie uważam, żeby kamera w „Baywatch” skupiała się głównie na podkreślaniu cielesnych walorów postaci. Jasne, ich atrakcyjność rzuca się w oczy – w końcu grają w kostiumach kąpielowych, a kiedy mają na sobie inne ubrania, to wciskają się w krótkie letnie sukienki, ale tak to już bywa latem na plaży – niemniej jest to raczej efekt miejsca akcji i pracy bohaterów, niż fetyszyzującej warstwy operatorskiej.

Nie da się ukryć, że „Baywatch” to produkcja o scenariuszu bardzo prostym i nastawionym na niezobowiązującą rozrywkę. Twórcy poszli nawet o krok dalej i zamiast zrealizować po prostu schematyczną sensacyjną komedyjkę, postanowili poflirtować nieco z kinem kategorii B. Była to chyba najbardziej ryzykowna decyzja, która moim zdaniem przyczyniła się do zwiększenia liczby negatywnych recenzji. W przypadku podobnych produkcji często jest bowiem trudno oddzielić to, co stanowi wypadek przy pracy od tego, co zostało „skiepszczone” celowo. Garstka fekalnych żartów (których naprawdę nie znoszę, a tutaj jakoś bardzo nie przeszkadzały mi w dobrej zabawie), kilka seksualnych gagów, sucharowe przekomarzania bohaterów czy CGI z zeszłego wieku – to wszystko moim zdaniem elementy świadomej strategii. Kiedy „Baywatch” balansuje na granicy przerysowanego kina gatunkowego i kiczowatego arcydzieła klasy B, odhacza swoje najlepsze momenty. Problem jednak zaczyna się, gdy wchodzi w rejestr parodystyczny i za bardzo zbliża się do np. „Strasznego filmu”. To, czy widz wybaczy mu tych kilka potknięć, zależy tylko od jego dobrej woli.

Gwiazdorska obsada, efektowne ratownicze akcje, atrakcyjne ciała w kolorowych strojach kąpielowych, lekki humor, odrobina romansu i warstwa muzyczna pełna wakacyjnych hitów – naprawdę nie wiem, czego więcej można byłoby oczekiwać od prostej komedii na lato, której akcja rozgrywa się na kalifornijskiej plaży. Z pewnością obejrzę „Baywatch” jeszcze wiele razy, a jeżeli czyta to jakiś organizator plażowych pokazów, niech wie, że byłabym gotowa spakować się i wyjechać nad morze nawet zaraz, gdybym mogła ten film zobaczyć wieczorem na plaży właśnie. Bawcie się dobrze, odpoczywajcie i pozwólcie sobie w te wakacje na nieco więcej intelektualnego luzu.

ocena 6,5

Alicja Górska

Doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zajmująca się przemianami polskiej krytyki filmowej. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Początkująca pisarka, która wciąż nie może znaleźć czasu, by skończyć drugi tom debiutanckiego cyklu "Przed Czasem".
Amatorka wszelakich tekstów kultury - od kina klasy B do perełek z Sundance, od młodzieżowego fantasy do southern gothic czy Prousta. Perfekcjonistka, która wiecznie znajduje się w niedoczasie. Bywa, żem płaczliwa (co Kamil dzielnie znosi).
Dotychczas współpracowałam z: secretum.pl, duzeka.pl, filmaster.pl, zazyjkultury.pl, organizacją Polacy nie gęsi, Ińskie Point. Moim wcześniejszym projektem był recenzent.com.pl
Alicja Górska

Zostaw komentarz w sposób, jaki lubisz najbardziej! :)

Wesprzyj nas :)

Wesprzyj nas :)

Krytyki na YT!

Partnerzy:

business and culture
wydawnictwo literackie
edipresse
SQN
wydawnictwo otwarte
wydawnictwo axis mundi
zyska i s-ka wydawnictwo
jaguar
drageus
państwowy instytut wydawniczy
wydawnictwo dreams
Feeria Young
wydawnictwo czarna owca
rebis
CinemaPm
Kino Świat
woblink
gandalf
bookmaster

Współpraca:

secretum
duzeka
mediakrytyk
zBLOGowani.pl