przeczucieAKCEPTACJA KRWIĄ MALOWANA
Japoński kryminał z wiodącą postacią kobiecą? Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak „Przeczucie” Tetsuya Hondy po 10 latach od premiery w Azji wreszcie trafia do polskich czytelników. I zaskakuje nie tylko oderwaniem od wyobrażeń na temat patriarchalnego społeczeństwa Japonii, ale też intensywnością lektury.

Czy okładka „Przeczucia” robi wrażenie? Średnio. Kontrast wyblakłej szarości i krwistej czerwieni w kontekście kryminału to raczej tani chwyt, a przenikanie się kobiecej sylwetki z panoramą miasta jest rozwiązaniem nie mniej tandetnym. Oczywiście można projektu bronić twierdzeniem, że to faktycznie historia człowieka – kobiety – i miasta, więc wpisywanie się jednego w drugie niesie za sobą pewne przesłanie, ale po lekturze „Przeczucia” bez wątpliwości mogę stwierdzić, że zdecydowano się na drogę na skróty. Swoisty koloryt tej historii aż prosi się o wykorzystanie w warstwie wizualnej, co zresztą mogłoby spotęgować same doznania płynące z lektury. Czy nie dlatego właśnie – dla pełności doświadczenia obcowania z książką – wciąż czytamy w większości wersje papierowe, a nie cyfrowe powieści?

przeczucieReiko Himekawa to młoda i atrakcyjna komisarz z mroczną przeszłością oraz niezwykłym instynktem do rozwiązywania skomplikowanych spraw. W Tokio trwa akurat upalne i dość leniwe lato. Wydaje się, że nawet przestępcy dali się pokonać gorączce. Męczącą sielankę zakłóca nietypowa sprawa – na jednym z tokijskich przedmieść ktoś podrzucił szczelnie opakowane w niebieską folię zwłoki. Zmasakrowane, również pośmiertnie, ciało stanowi dla całego wydziału nie lada zagadkę. Kto i dlaczego zadawał sobie tyle trudu, by ostatecznie porzucić dowód zbrodni na widoku? Wkrótce policjanci znajdują kolejne niebieskie pakunki, a sprawa staje się nie tylko bardziej skomplikowana, ale i coraz bardziej niebezpieczna…

Lekturę rozpoczyna wizja oczami mordercy. Przepadłam po pierwszych 5 stronach. Honda zesłał na mnie koszmary i pobudził ciemną stronę wyobraźni. Przed oczami płynęła mi rzeka czerwieni, a po plecach rzeka zimnego potu. Hiperrealistyczna wizja szaleńczego mordu, który wbrew sobie czytelnik jest w stanie „usprawiedliwić” odcisnęła się na mojej korze mózgowej fowistycznie niepokojącą fotografią. A obyło się bez szczegółowych opisów brzydoty ludzkich tkanek, bez prób szokowania flakami i fekaliami. Dokładnie tak, jak powinno się to rozegrać we wzorcowym kryminale. A później? Później były tajemnice.

Niewiadomych w „Przeczuciu” mamy całkiem sporo. Z jednej bowiem strony Himekawa nie należy do szczególnie otwartych jednostek i swoją – wiemy jedynie, że mroczną – przeszłość skrywa przed współpracownikami i czytelnikami tak długo jak to tylko możliwe. Z drugiej strony kolejni policjanci prowadzą własne gierki, ukrywając wybrane tropy przed całymi jednostkami, a nawet partnerami. No i wreszcie jest też sam sekret zabójstwa – jego motywy, morderca oraz współpracownicy przestępcy. O ile przeszłość Reiko nurtuje od samego początku, a działania sprawcy przyciągają niewiadomymi i drastycznymi szczegółami procederu, o tyle rywalizacja zaangażowanych policjantów jest po prostu irytująca. A już do białej gorączki doprowadza Katsumata – egoistyczny, wulgarny i antypatyczny gnojek, pracujący z Reiko, któremu od samego początku lektury życzy się długiej i bolesnej śmierci.

Jednak czy powyższe frustracje wynikają ze złej konstrukcji „Przeczucia”? Absolutnie nie! Jest raczej tak, że te irytujące fragmenty czy bohaterowie tematyzują pewien problem związany z zakresem działań stróżów prawa, ich podejściem do przydzielanych zadań oraz prowadzące do nadużyć przeświadczenie o własnym znajdowaniu się poza kręgiem ogólnie przyjętych zasad. To nie historia o dzielnych, idealnych policjantach, którzy święcą same sukcesy i w ekspresowym tempie rozwiązują kolejne zagadki kryminalne. W przypadku „Przeczucia” mamy do czynienia z moralnymi wątpliwościami na każdym kroku – zarówno w szeregu „tych dobrych”, jak i „tych złych”.

Życie możesz przeżyć tylko w jeden sposób: patrząc przed siebie.

Sporym utrudnieniem lektury jest za to brak przyzwyczajenia polskiego odbiorcy do japońskich nazwisk i nazw. Nagromadzenie bohaterów wcale nie ułatwia odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Ratunku czytelnik może szukać w indeksie postaci ulokowanym na początku tomu, ale sprawdzanie co i rusz kto jest kim nieco wybija z rytmu, a przede wszystkim wyrzuca z lepkiego mroku świata przedstawionego, w którym zanurzenie się mimo wszystko zajmuje trochę czasu. Pod koniec lektury orientowałam się już mniej więcej w nazwiskach, więc liczę na to, że w przyszłych tomach serii Hondy nie będę już miała problemów tego typu.

Jeżeli chodzi o wady, to podczas czytania „Przeczucia” miewa się wrażenie obcowania z jakiegoś rodzaju karykaturą. Niektóre ze scen opisanych w książce wyglądają jak żywcem wzięte z komediowej mangi, czy anime. Bohaterowie są krzykliwi, ich wypowiedzi jakby nie na miejscu i zbyt bezpośrednie. To jednak znowu nie defekt umiejętności pisarza, lecz kwestia odmiennej kultury. Pewnego rodzaju szczebiotliwość i swobodna ekspresja w relacjach prywatnych występuje w mniejszym stopniu w kręgach europejskich niż azjatyckich.

Gdzieś na marginesie wartkiej, prowadzonej symultanicznie akcji autor powieści stawia pytania o ludzką naturę i fascynację śmiercią, o wartość akceptacji w naszym życiu i moralność motywacji do działania. Co bardziej się liczy – efekt czy sposób jego wywierania, cel czy droga? A może wszystko to jest zbyt mętne i wystarczy kierować się przeczuciami? Ja aktualnie przeczuwam, że przed Tetsuyą Honda wiele sukcesów na polskim rynku wydawniczym. Jeżeli macie ochotę odpocząć na thrillerów na modłę skandynawską, warto sprawdzić, jak w tym gatunku czują się Japończycy.

ocena 8

Za egzemplarz dziękujemy: Znak Literanova

Alicja Górska

Wesprzyj nas :)

Wesprzyj nas :)

Krytyki na YT!

logo youtube

Partnerzy:

wydawnictwo literackie
edipresse
wydawnictwo otwarte
zyska i s-ka wydawnictwo
jaguar
państwowy instytut wydawniczy
wydawnictwo dreams
Feeria Young
wydawnictwo czarna owca
Kino Świat

Współpraca:

mediakrytyk
zBLOGowani.pl