fot. Katarzyna Gubała

BARDZO CHCIAŁABYM, ŻEBY LUDZIE SIĘ ODNAJDYWALI
Szefuje trzem magazynom, prowadzi bloga, uprawia działkę, zajmuje domem i wychowuje córeczkę, a jej mąż to rzadko spotykany ideał. Jakby tego było mało, wydała właśnie drugą po „Facetach z sieci” książkę – „Ukłony dla żony”. Katarzyna Gubała to podręcznikowy przykład obiektu zazdrości. Ciepła, romantyczna i… zorganizowana.
Chciałaby, żeby każdy odnalazł swoją drugą połówkę i nie szczędzi zapału, by to osiągnąć. Nie od dzisiaj bowiem zajmuje się czymś, co należałoby nazwać miłosnym doradztwem. Jej blog (www.porywyserca.pl) oraz książki to efekty tych właśnie chęci.

Alicja Górska: Powieść multimedialna o miłości, a taką są przecież „Ukłony dla żony”, to charakterystyczny mariaż multiplatformowy, efekt osiągnięć XXI wieku. Co według pani taki zabieg formalny zmienia w odbiorze powieści? Nie rozleniwia nieco czytelnika lub też nie odrywa zanadto od samej książki?

Katarzyna Gubała: Dodatki w postaci filmików, zdjęć czy przepisów są w „Ukłony dla żony” nadal tylko dodatkami. Starałam się tak konstruować książkę, żeby czytelnik, który nie ma smartfona również dobrze się bawił podczas czytania. Nie mogę jednak nie zauważać faktu, że otaczająca nas rzeczywistość mocno się zmienia. Z czasem, być może, zmienią się też książki, a już na pewno odbiorca i jego wymagania. Postanowiłam spróbować dać czytelnikom coś więcej, poza słowem pisanym. Stąd pomysł na gadżety w postaci linków do świata wirtualnego.

Ukłony dla żonyA.G.: Powieść obyczajowa, historia miłosna, poradnik… Ja osobiście ulokowałabym pani książkę w quasi-poradnikach, gdyż mimo wszystko recepty na życie związkowe wybrzmiewają z niej najgłośniej. A pani? Z myślą o jakim gatunku konstruowała pani historie i przemyślenia postaci?

K.G.: Wszystko w mojej głowie zaczyna się od miłości. Potem staram się opowiedzieć historię bohaterów wokół tego uczucia. Karolina i jej mąż Jurek nie są jedynymi bohaterami. Każda z par, która opowiedziała mi swoją historię i swój przepis na miłość, stanowi tutaj wyjątkowych bohaterów. To oni przezwyciężyli trudności i to im udało się przetrwać w związku. I to był mój motor do działania. Pokazać, jak żyją inni i jak dzięki temu ich życie się układa. „Miłość” jest tutaj słowem kluczem. A czy do tego słowa dodamy „poradnik”, „powieść” czy „historia”, to już zależy od indywidualnej interpretacji czytelnika. Nie ma tutaj jednej szufladki, do której wrzucilibyśmy „Ukłony dla żony”. Jedni sięgną po książkę dla rozrywki – bo ich rozśmieszy opis na okładce; inni potraktują wszystko poważnie i zastosują pewne proste porady i triki we własnym życiu. Dla wielu będzie to też po prostu książka. I tak też będzie dobrze.

A.G.: Stereotypowe przywary polskiego społeczeństwa, takie jak nieumiejętność zabawy bez alkoholu, sarmacki zwyczaj nazbyt suto zastawianych stołów i pragnienie afiszowania się posiadanymi dobrami przewijają się przez „Ukłony dla żony” wielokrotnie. W zestawieniu z parą intelektualistów relaksującą się przy dobrym winie rzecz wypada nieco zbyt zaczepnie. Nie boi się pani zarzutów posługiwania nieprzyjemnymi schematami?

K.G: Ależ te schematy istnieją i nas otaczają. Weekendowy reset przy piwie i grillu. Pijackie awantury, wino w parku, śmiecenie dookoła siebie, niezdrowe jedzenie, kult telewizora. Tacy jesteśmy. Wierzę w to, że mamy też autorefleksję i potrafimy spojrzeć na siebie mniej lub bardziej obiektywnie. A dzięki temu zrozumieć, że nie wszystko jest dla nas dobre i nie ma co się zachłystywać otaczającą nas komercją. To, że wszystko w sklepach jest, wcale nie oznacza, że powinniśmy to kupić na kredyt i posiadać. Lepiej myśleć, niż mieć. Ostatecznie przecież to miłość, dobro, spokój, śmiech są tymi emocjami, które nas budują, sprawiają, że jesteśmy lepsi. Z każdego schematu można wyjść i stanąć z boku. Tego bym sobie życzyła i to próbuję robić sama każdego dnia.

Opis książki „Ukłony dla żony”: Oto historia Karoliny i jej męża Jurka. Pokochali się, wzięli ślub i… Totalnie mają siebie dość. Bo zamiast małżeńskiej sielanki jest masakra. Zamiast boskiego seksu – ciągłe fochy. A zamiast spokojnej rozmowy dwojga kochających się ludzi – wiadro pomyj w prezencie. Znacie to? W waszym związku też macie przechlapane? To się świetnie składa! Jesteście na dobrej drodze, by przeczytać tę książkę. Weźcie udział w wielkiej i absurdalnej przygodzie Karoliny i Jurka zwanej małżeństwem. Dowiecie się z niej czy wy też musicie kogoś zabić, żeby skończyć awanturę o brudne gary w zlewie. A jeśli po prostu chcecie odnaleźć w życiu szczęście i spokój – to przeczytajcie „Ukłony dla żony” i dobrze się bawcie.

A.G.: Bohaterką pani najnowszej książki jest Karolina, żona Jurka, jednak pisanie w pierwszej osobie liczby pojedynczej quasi-poradnika sprawia, że ma się wrażenie obcowania bezpośrednio z autorką. Wzmacniają je jeszcze podziękowania, w których wspomina pani mężowską panna cottę, a przecież powieściowy Jurek taką samą raczył Karolinę. Jak to więc jest? Ile Katarzyny jest w Karolinie i ile Karoliny w Katarzynie?

K.G.: To absolutnie świadomy zabieg. Dzięki temu mamy wrażenie wchodzenia bardzo głęboko w intymny świat Karoliny. Jakbyśmy czytali jej dziennik lub wręcz byli w jej głowie. Lubię tak pisać . Karolinie dałam od siebie na pewno kulinarne wady i zalety, jogę i ogród. To moje pasje i nie wyobrażałam sobie, żeby Karolina ich nie miała. Głównie jednak tę postać budują inne pary opowiadające swoje historie. To od nich wszystko się zaczęło. To oni wpuścili mnie do swojego intymnego świata i opowiedzieli swoje sekrety. I to z tych wybranych przeze mnie historii powstała fabuła. Każda para potem autoryzowała swoją opowieść, mogli wybrać sobie imiona lub pseudonimy, pod którymi wystąpią lub zmienić fakty, które były dla nich w jakiś sposób niewygodne. Potem Karolina już tylko musiała przeżyć pewne sytuacje, które „pasowały” do tych prawdziwych historii. Mnie tutaj jest mniej. Więcej prawdziwych ludzi. Jednak wszystkie np. przepisy kulinarne czy zdjęcia z Węgier robiłam ja lub mąż, także to jest nasz realny wkład w powieść.

A.G.: Wiem, że materiał do powieści zbierała pani od prawdziwych osób. Czy umieściła w niej pani również historie z własnego życia?

K.G.: Moja w książce jest historia z myciem naczyń na raty. Zawsze miałam z tym problem. Po latach dopiero sobie z tym poradziłam. Uznałam, że moje doświadczenie może się komuś przyda. Napisałam o tym, jak poradzić sobie psychicznie ze stertami naczyń w zlewie będąc perfekcjonistą lub będąc kobietą wychowaną w przekonaniu, że tak robić trzeba.

Prawdziwe życie przeplata się w tej mojej książce z fikcją i wyobraźnią. Istnieją takie historie, których sama bym nie wymyśliła, a które zdarzyły się naprawdę. Dzięki połączeniu tych dwóch światów: realnego i fikcyjnego mogę zbliżyć się do ludzi jeszcze bardziej i pokazać te dwa światy jako jeden spójny.

A.G.: A sposób na życie? Celebrowanie teraźniejszości z myślą o lepszej przyszłości (tak streściłabym przesłanie „Ukłonów dla żony”) to coś, co stara się pani stosować w swojej codzienności, czy jednak realizuje pani stereotyp żony, która ma umysł wiecznie wypełniony planami?

K.G.: Od lat staram się siebie zmieniać na lepsze. Czy mi się to udaje? To chyba pytanie do mojego męża. Staram się jednak żyć każdą chwilą. Trenuję uważność, ćwiczę od lat jogę, medytuję. Te praktyki uczą mnie pokory wobec rzeczywistości, dystansu do przeszłości i przyszłości. Sprawiają, że zakorzeniam się tu i teraz. Chwila obecna jest najpiękniejsza. Jeśli tylko uda nam się ją dostrzec.

Jak każdy mam marzenia, które chciałabym, żeby się spełniły. Mogę dać z siebie wiele, żeby doprowadzić do ich urzeczywistnienia, ale mam też pokorę wobec przeciwności losu. Staram się traktować każdą trudność, jak lekcję życia. To zmienia nastawienie do świata. Zamiast złości i zgorzknienia odczuwam wdzięczność. To dobre uczucie. Budujące i dodające pozytywnej energii.

Faceci z sieciA.G.: Blogosfera rozrasta się ostatnimi czasy bardzo prężnie. Zdecydowany prym tematyczny wiodą mimo wszystko blogi kulinarne, lifestylowe, modowe oraz recenzenckie. Pani zdecydowała się na tematykę miłosną. Dlaczego akurat taką? Czyżby romantyczna dusza? A może są ku temu inne powody?


K.G.:
Trafiła pani. Jestem ogromną romantyczką i wierzę, że każdy ma gdzieś swoją drugą połówkę. Bardzo chciałabym, żeby ludzie się odnajdywali. I to podwójnie. Najpierw siebie i swoje prawdziwe ja, a potem szukali dopasowanej połówki. Tak byłoby cudownie. Niestety, jak to w życiu – bywa różnie. Stąd moje pisanie, mój blog i moje miłosne doradztwo. W sprawach sercowych doradzałam wszystkim odkąd pamiętam. Wykorzystywałam wszystkie swoje zdolności i całą swoją wiedzę o uczuciach, kiedy sama szukałam miłości swojego życia przez internet. Moim koleżankom nie szło tak dobrze w tych poszukiwaniach. Opowiadały o swoich porażkach w serwisach randkowych. Były to zabawne, ale niestety także często przykre doświadczenia. Chciałam to zmienić i im pomóc. Tak narodziła się pierwsza książka „Faceci z sieci” – o tym, jak znaleźć męża przez internet bez zaliczania zbyt wielu wpadek. W tym czasie stworzyłam też swój miłosny blog www.porywyserca.pl. Prowadzę go dlatego, że moje czytelniczki tego potrzebują. Miejsca, gdzie mogłyby porozmawiać o swoich uczuciach i o tym, co im w sercu gra. I tak już poszło. Kolejna książka też jest o miłości. Moja romantyczna dusza się cieszy, że może pomagać.

A.G.: Szefuje pani trzem magazynom, prowadzi bloga, uprawia działkę, zajmuje domem i wychowuje córeczkę. Jak to możliwe, że znajduje pani jeszcze czas na pisanie? Może tak pożądany przez zabieganych i istniejący tylko na kartach „Harry’ego Pottera” Czasowstrzymywacz nie jest jedynie literackim wymysłem?

K.G.: Kluczem jest dobra organizacja czasu pracy i jeszcze lepszy partner. Nie robię niektórych rzeczy sama, jesteśmy w tym we dwoje. Dzięki temu jest o wiele łatwiej.

Śmiałam się jakiś czas temu, że nie byłam po urodzeniu córki na urlopie macierzyńskim, tylko oboje z mężem przez rok byliśmy na urlopie rodzicielskim. Oboje zajmowaliśmy się dzieckiem i była to naprawdę fajna zabawa i wielka przygoda.

W życiu staram się wybierać takie projekty i takie zadania, które sprawią, że poczuję się lepiej, będę szczęśliwsza ja lub moi bliscy. Ogród to sama radość. Rośnie sam. Zachwaszcza się też sam. Nauczyłam więc moją rodzinę jeść wiele chwastów, które znalazły się na naszej działce: podagrycznik, krwawnik, rumianek, mlecz. Chyba jest we mnie coś ze wspomnianego przez panią Harry’ego Pottera, bo z łatwością potrafię wyczarować coś z niczego. Zwykle widzę pieniądze na ulicy lub w miejscach, gdzie inni nie dają szans na stworzenie czegoś sensownego.

Nie mam Czasowstrzymywacza, ale mam w głowie czarodziejską maszynę, która pozwala tworzyć coś z niczego. Ze wspomnianych chwastów – zdrowe sałatki; z ludzkich problemów – bloga; a z internetowych podbojów – książkę. Magazyn kulinarny „Slowly Veggie” to dla mnie czysta przyjemność i codzienne zdrowe posiłki. A do tego, to jeszcze moja praca. Ot i tajemnica.

A.G.: Z tego, co zrozumiałam z pani książki, receptą na szczęście w związku jest szczęście własne. Jeżeli my jesteśmy szczęśliwi, to i nasz partner/partnerka odczuwa to szczęście. Co pani daje szczęście?

K.G.: Harmonia. Balans pomiędzy tym, co ważne a tym, co przyjemne. Każdy zapewne ma inny przepis na własne szczęście. Rodzina, miłość, zdrowie, praca. Choć banalne, to istotne sprawy. Każdego dnia pracuję nad sobą, moim związkiem. Staram się być uważna w samej sobie, miłości, w byciu matką, w byciu szefem. Analizuję, przetwarzam w „czarodziejskiej maszynie” i poprawiam lub się tym rozkoszuję, zagłębiam się i daję sobie prawo do bycia szczęśliwą w prostocie istnienia.

A.G.: Myślała pani może nad odwróceniem sytuacji i napisaniu książki „Ukłony dla męża”? A może kolejny projekt będzie już zupełnie inny?

K.G.: „Ukłony dla męża” powinien napisać mój mąż. Choć to byłaby krótka historia o byciu doskonałym. Zabawnie, ale chyba mało poradniczo. Po prostu – ideały się zdarzają.

A co do nowych projektów – pracuję nad dwoma. Nie wiem, który ujrzy światło dzienne. Aż się prosi, żeby Jurek i Karolina mieli dzieci. A może lepiej, żeby się rozwodzili? To chyba pytanie do czytelników. Czego pragnęliby bardziej.

A.G.: Ja już wiem, dlaczego warto przeczytać pani najnowszą książkę. Jak jednak zareklamowałaby ją pani nieprzekonanym?

K.G.: Proponuję taką oto reklamę: Idź do księgarni. Weź do ręki „Ukłony dla żony”. Otwórz na dowolnej stronie i przeczytaj fragment. Jeśli się uśmiejesz (jestem przekonana, że twoje kąciki ust na pewno drgną) – to kup, przeczytaj od deski do deski i śmiej się szczerze dalej. Przecież o to chodzi. Aby dobrze spędzić w życiu czas. „Ukłony dla żony” ci to zdecydowanie ułatwią.

 

Gdzie szukać „Ukłonów dla żony” i ich autorki? Lubimy czytać, Fanpage, Blog Porywy Serca

A na krytyk.com.pl: recenzja „Ukłonów dla żony”

Wywiad przeprowadziła w październiku 2015 roku Alicja Górska dla recenzent.com.pl

Alicja Górska

Wesprzyj nas :)

Wesprzyj nas :)

Krytyki na YT!

logo youtube

Partnerzy:

wydawnictwo literackie
edipresse
wydawnictwo otwarte
zyska i s-ka wydawnictwo
jaguar
państwowy instytut wydawniczy
wydawnictwo dreams
Feeria Young
wydawnictwo czarna owca
Kino Świat

Współpraca:

mediakrytyk
zBLOGowani.pl