piękna i bestiaROLE ODWRÓCONE?
Zanim na ekrany weszła nowa, aktorska wersja „Pięknej i bestii” dla młodszej części widowni, w 2014 roku podjęto próbę przywrócenia baśniowemu romansowi mroku. Za produkcję wzięło się nie Hollywood, a Francja, z której to „Piękna i bestia” się wywodzi. Filmowcy z kraju winem i pleśniowym serem płynącego wyłożyli na obraz sporą sumkę i zatrudnili najlepszych aktorów (Léa Seydoux, Vincent Cassel) oraz Christophe’a Gansa, reżysera pierwszej części filmu „Silent Hill”. Zaintrygowani?

Początek XVIII wieku. Belle (Léa Seydoux) wraz z ojcem (André Dussollier) i pięciorgiem rodzeństwa zmuszona jest przeprowadzić się z miasta na wieś. Konieczność przeprowadzki okazuje się jednak wyłącznie tymczasowa. Powrót do miasta, zwłaszcza według starszych córek, odbyć się musi jednak w pełnej glorii blasku i chwały – w nowych sukniach i biżuterii. Ojciec obiecuje, że spełni zachcianki wszystkich dzieci. Tymczasem Belle prosi tylko o różę. W drodze powrotnej głowa rodziny błądzi i trafia do tajemniczego zamku. Na stole czeka na niego strawa, przed wejściem rączy rumak, a nieopodal – skrzynie załadowane damskimi bibelotami i pięknymi sukniami. Ojciec, chociaż jest wdzięczny, nie chce zawieść najmłodszej z córek. Udaje się do ogrodu tajemniczego zamku i zrywa jedną z róż. Wtedy też irytuje Bestię (Vincent Cassel). „Życie za różę” – mówi potworny władca włości i każe pożegnać się z rodziną i powrócić do siebie, bo w innym razie uśmierci całą rodzinę wędrowca. Jednak Belle nie chce być przyczynkiem odejścia ojca. Wsiada na rumaka i dobrowolnie oddaje się w ręce Bestii. Ale to dopiero początek historii. Największe tajemnice i emocje dopiero nadejdą. A może Bestia nie jest wcale taka straszna?

piękna i bestiaPierwsze minuty filmu obiecują powrót do źródeł historii, do wersji, którą pamiętam z dzieciństwa. To również swego rodzaju popis wizualny, chociaż akurat aspekt estetyczny trzyma wysoki poziom przez cały czas trwania produkcji. Inaczej jest jednak, jeżeli chodzi o fabułę. Początkowa wierność baśniowemu pierwowzorowi z każdą chwilą zdaje się zacierać na rzecz onirycznej wizji scenarzysty. Byłoby to całkiem interesujące i godne aprobaty, gdyby jednocześnie nie zginęła cała idea kontrastowych charakterów postaci oraz ewidentnego błędu Bestii, a w następstwie i kary, która nań spadła. Tymczasem podczas śledzenia prezentowanej wersji fabularnej rodzi się pytanie, czy Bestia kiedykolwiek była bestią? I czy faktycznie zasłużyła na swój los? Czy to wciąż historia o sprawiedliwości, uczeniu się i zmienianiu? Baśń traci pierwotną wymowę i tak naprawdę żadnej nie zyskuje w zamian, co próbuje się zamaskować, wspomnianym już, utopieniem kasy w sferze wizualnej.

Bestia jest może nieco porywcza i agresywna, ale raczej wobec przedmiotów niż ludzi. Dużo gada, ale niewiele robi. Bardzo szybko staje się emocjonalna. Jasne – jest włochata, wielka i groźna, ale w czerwonym, eleganckim kubraczku przypomina raczej dobrotliwego Aslana z „Opowieści z Narni”, niż wrednego Skazę z „Króla lwa”. Zwłaszcza, że sam Vincent Cassel może się pochwalić „drapieżną” urodą. Z kolei Belle, która początkowo zgrywa skromną, nieśmiałą i uległą z każdą chwilą zaczyna zbliżać się ku pozycji dominy. To ona ustala zasady i wodzi Bestię za nos. Miejsce jej aseksualnych, beżowych fatałaszków szybko zajmują wytworne kreacje w intensywnych kolorach. I sama Belle staje się intensywna. Z szarej posługaczki przeistacza się w femme fatale. I gdzie tu to skrywane w baśni drugie dno o powolnym dojrzewaniu do seksualnej inicjacji? Jeżeli postać Seydoux do czegoś dojrzewa, to chyba do zabawy w sado maso. Ale może to i dobrze? Bo to nagła przemiana Belle, to najjaśniejszy punkt produkcji.

Owego drugiego dna należałoby szukać chyba w części onirycznej filmu, gdy bohaterka w sennych marach dopada lustra przeszłości. I nagle jest sobą i nie jest. A nawet istnieje w trzech wymiarach – tej śpiącej i niewinnej; podglądaczki oraz wcielonej w kobietę, która owe doświadczenia (miłość, ale zarówno duchową jak i cielesną) ma już za sobą. Każdy sen to kolejny krok. Być może te kroki, to zwrócenie się ku pierwotnemu przesłaniu baśni, temu o dojrzewaniu. Pozostaje tylko maleńki szkopuł – w relacji Piękna kontra Bestia nie widać seksualnego czy emocjonalnego napięcia. Ostateczne wyznanie Belle wydaje się nawet sztuczne, nieprawdziwe i nie na miejscu. Jest raczej tak jakby dziewczyna z niewinnego kwiatu przemieniła się w drapieżną rosiczkę, a mężczyzna pozostał muchą zdaną na jej łaskę lub niełaskę.

To wszystko opakowane jest w najpiękniejszy papier prezentowy, jaki dany mi było w ostatnim czasie oglądać. Nie ma w wizualnej stronie przerysowania i surrealistycznych wizji, ale nie ma również dążenia do odwzorowania rzeczywistości. Jest baśniowo, tajemniczo i nieco eterycznie. Wszystko zdaje się trwać w trybie nienamacalnym i iluzorycznym. Idealne oddanie ducha każdej z najpiękniejszych baśni świata. Także kostiumy to majstersztyk. Sfera muzyczna nie jest może najbogatsza, jednakże istniejące kompozycje doskonale wpisują się w konwencję. Jest romantycznie, melancholijnie i tajemniczo. Bardziej wrażliwi z pewnością uronią łzę, albo nawet dwie. Ja z kolei będę po prostu do tych melodii wracała.

Chociaż zachwyciłam się wizualną stroną „Pięknej i bestii” i oglądałam całość z zapartym tchem, to pozostał we mnie niedosyt spowodowany scenariuszowymi brakami. Akcja potoczyła się być może za szybko, nie pozostawiając miejsca na stopniowe przemiany i rodzące się uczucia, a w ich miejscu umieszczając nagłe transformacje i przeświadczenie o emocjonalnej jasności. Zabrakło napięcia między aktorami i współpracy. Braki rekompensuje jednak klimat, pozostawiając „Piękną i bestię” godną uwagi i polecenia.

ocena 7

 

Print Friendly, PDF & Email
Alicja Górska

Alicja Górska

Doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zajmująca się przemianami polskiej krytyki filmowej. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Początkująca pisarka, która wciąż nie może znaleźć czasu, by skończyć drugi tom debiutanckiego cyklu "Przed Czasem".
Amatorka wszelakich tekstów kultury - od kina klasy B do perełek z Sundance, od młodzieżowego fantasy do southern gothic czy Prousta. Perfekcjonistka, która wiecznie znajduje się w niedoczasie. Bywa, żem płaczliwa (co Kamil dzielnie znosi).
Dotychczas współpracowałam z: secretum.pl, duzeka.pl, filmaster.pl, zazyjkultury.pl, organizacją Polacy nie gęsi, Ińskie Point. Moim wcześniejszym projektem był recenzent.com.pl
Alicja Górska

Rzuć też okiem na:

Recenzja serialu „Mushishi”, sezon 1 (reżyser: Hiroshi Nagahama) FILOZOFICZNA I MELANCHOLIJNA PIERWOTNOŚĆ Pierwotność jest najmocniejszym elementem tego anime. Mglista otoczka tajemniczości ma swoje źródła w niedostępności prezentowanych miejsc, ale i w specyficzn...
Recenzja serialu „House of Cards”, sezon 1 (twórca: Beau Willimon) POCAŁUNEK POLITYKI Z jakiegoś powodu ludziom na całym świecie polityka kojarzy się z czymś niemoralnym i często okrutnym. To nie problem Polski, Turcji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Europ...
Recenzja filmu „Z dala od zgiełku” (reżyser: Thomas Vinterberg) W KLESZCZACH NIEZALEŻNOŚCI Tak naprawdę w „Z dala od zgiełku” nie chodzi wyłącznie o tragiczną historię miłosną. To również bardzo dobrze ukazana sytuacja społeczna i pozycja kobiet w XIX wieku oraz ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

dwanaście + = osiemnaście

Zapraszam do lektury mojej debiutanckiej powieści oraz na fanpage Alice Hill :).

Oglądaj Krytyków na YT! :)

Kolejna lektura:

34% Complete
220 of 650 pages
Partnerzy:
Partnerzy:
Współpraca:
Współpraca:
zBLOGowani.pl