zdalaodzgielku2W KLESZCZACH NIEZALEŻNOŚCI
Tak naprawdę w „Z dala od zgiełku” nie chodzi wyłącznie o tragiczną historię miłosną. To również bardzo dobrze ukazana sytuacja społeczna i pozycja kobiet w XIX wieku oraz swoista krytyka skrajnej niezależności, która sama w sobie nie stanowi żadnej wartości. O jej znaczeniu świadczą dopiero sytuacje, w których dochodzi do głosu.

Melodramaty i dramaty kostiumowe największe zainteresowanie przeżywały w czasie złotych lat Hollywood, czyli na przełomie lat 30 i 40. To wtedy pojawiły się produkcje, które ukształtowały odbiór dramatycznej historii miłosnej – „Casablanca”, „Przeminęło z wiatrem” czy „Wichrowe wzgórza”. W latach 70., wraz z emancypacją kobiet i ich dojściem do głosu, melodramat wszedł w fazę kryzysu. Coś musiało się zmienić. Ckliwe historie zbudowane z filmowych klisz odeszły w zapomnienie – przynajmniej częściowo – a twórcy zamienili magiczne pocałunki na psychologię par i konflikty pokoleniowe. Nową twarz melodramatu pokazuje od lat, na przykład, Pedro Almodovar. Jednakże nawet w morzu wyzwolenia i spękania seksualnego tabu, wiele kobiet wciąż pragnie śledzić miłosne uniesienia, na drodze którym stają okrutne przeciwności losu. To dla nich właśnie, w dużej mierze, jest „Z dala od zgiełku”, ekranizacja powieści Thomasa Hardy’ego, wyreżyserowana przez – co stanowi dla mnie absolutne zaskoczenie – Thomasa Vinterberga, słynącego do tej pory z zupełnie innego rodzaju kina (wystarczy wspomnieć takie tytuły, jak „Polowanie” czy „Festen”)

XIX-wieczna Anglia. Bathsheba Everdene (Carey Mulligan) otrzymuje wiadomość o dziedziczeniu po wuju farmy i postanawia realizować się w roli panny na włościach. Jest ładna, ambitna i nie boi się żadnej pracy. Nietypowość kobiety hipnotyzuje. Wkrótce na jej drodze staje trzech zupełnie odmiennych od siebie mężczyzn: niezamożny, lecz znający się na hodowli owiec, pasterz Gabriel Oak (Matthias Schoenaerts); do bólu zakochany właściciel ziemski William Boldwood (Michael Sheen), o którego stara się wiele panien w okolicy; oraz sierżant królewskich dragonów Francis Troy (Tom Sturridge). Którego z nich wybierze, a którego skaże na szaleństwo z rozpaczy? Jakie konsekwencje przyniosą jej decyzje?

Świat wykreowany na potrzeby tej historii zdaje się mieć w sobie coś mistycznego. Emocje ściśle wiążą się z naturą, a problemy w gospodarstwie przychodzą właśnie wtedy, gdy napięcie między bohaterami przewyższa wszelkie dopuszczalne normy. Odrzucone oświadczyny splatają się z samobójczymi skokami owiec z klifu, zapędzonych nad przepaść przez niewyćwiczonego szczeniaka. Wiatr zrywa się, deszcz zacina, a niebo rozcinają błyskawice właśnie wtedy, gdy Batsheba podejmują nieroztropną decyzję o wyjściu za mąż. Czyżby fatalizm? Z drugiej jednak strony to obraz naturalistyczny. Batsheba może i jest piękna, ale jej twarz także zmienia się pod wpływem ciężkiej pracy.

Historia jest nieprzesadzona i subtelna, a wykreowane na ekranie postacie – w sensie scenariuszowym – intrygujące. To nie idealistyczny obrazek, a również seria popełnionych błędów, nieroztropne decyzje i ludzka natura gotowa do działania pod wpływem chwili. Najchętniej określiłabym „Z dala od zgiełku” jako historię człowieka. Jasne, trochę zbyt dużo tu dramatu i romansu jak na typowy żywot, ale to tylko sztafaż. Najważniejsze wydaje się właśnie to, co ludzkie. Chwile, w których bohater uświadamia sobie, że nikt mu przecież niczego nie obiecywał, ale wciąż czuje się boleśnie oszukany i coś ściska go w środku wbrew jakiejkolwiek logice. Momenty, gdy spojrzenie przestaje zasnuwać różowa mgiełka zakochania i dochodzi do uświadomienia sobie błędu, którego nie można szybko naprawić. I wstyd. Cała gama wstydu, że zrobiło się coś wbrew swoim zasadom i to nie wiadomo kiedy oraz dlaczego.

Film nie byłby jednak równie interesujący, gdyby nie doskonała obsada aktorska. Carey Mulligan to perła tej produkcji, podczas monologicznych występów tchnąca zupełnie nowe życie w kobiecą postać filmu kostiumowego. Jest inteligentna i zawzięta jak Keira Knightley w „Dumie i uprzedzeniu”, ale z drugiej strony bardziej od niej subtelna. Równowaga – to słowo, które doskonale ją opisuje. Panowie wypadają na ekranie niewiele słabiej, a kontrast między ich postaciami pozwala docenić kunszt każdego z osobna. Matthias Schoenaerts ładunek emocjonalny tworzy gdzieś pomiędzy słowami, a nie w nich samych; Michael Sheen cały dramat swojej kreacji lokuje w twarzy, a Tom Sturridge kumuluje charakter Francisa w spojrzeniu i nagłych gestach.

Soundtrack z produkcji będzie mi z pewnością długo jeszcze towarzyszył. Sentymentalne melodie o wyraźnie fatalistycznym charakterze i klasycznym sznycie, ale bez barokowej przesady – kombinacja idealna. W sferze operatorskiej – po prostu magia. Zauważyłam tu wiele punktów stycznych ze wspomnianą już „Dumą i uprzedzeniem”, zwłaszcza pierwsze kadry, ale to chyba po prostu typowość gatunkowa nakazuje twórcom bawić się promieniami słońca i pastelowością natury o poranku. W kadrach widać też wyraźnie zacięcie naturalistyczne, chociaż w nieco ugładzonej formie, charakterystyczne dla literatury Thomasa Hardy’ego.

Tak naprawdę w „Z dala od zgiełku” nie chodzi wyłącznie o tragiczną historię miłosną. To również bardzo dobrze ukazana sytuacja społeczna i pozycja kobiet w XIX wieku oraz swoista krytyka skrajnej niezależności, która sama w sobie nie stanowi żadnej wartości. O jej znaczeniu świadczą dopiero sytuacje, w których dochodzi do głosu. A niektóre działania, te nieco na pokaz, mogą przynieść konsekwencje dalece bardziej tragiczne, niż mogłoby się nam wydawać. Jeżeli macie ochotę na dwugodzinne spotkanie z naprawdę niezłym kinem i ciekawą, ale nie ckliwą, historią miłosną, to lećcie do kina.

88

Alicja Górska

Doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zajmująca się przemianami polskiej krytyki filmowej. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Początkująca pisarka, która wciąż nie może znaleźć czasu, by skończyć drugi tom debiutanckiego cyklu "Przed Czasem".
Amatorka wszelakich tekstów kultury - od kina klasy B do perełek z Sundance, od młodzieżowego fantasy do southern gothic czy Prousta. Perfekcjonistka, która wiecznie znajduje się w niedoczasie. Bywa, żem płaczliwa (co Kamil dzielnie znosi).
Dotychczas współpracowałam z: secretum.pl, duzeka.pl, filmaster.pl, zazyjkultury.pl, organizacją Polacy nie gęsi, Ińskie Point. Moim wcześniejszym projektem był recenzent.com.pl
Alicja Górska

Zostaw komentarz w sposób, jaki lubisz najbardziej! :)

Wesprzyj nas :)

Wesprzyj nas :)

Krytyki na YT!

Partnerzy:

business and culture
wydawnictwo literackie
edipresse
SQN
wydawnictwo otwarte
wydawnictwo axis mundi
zyska i s-ka wydawnictwo
jaguar
drageus
państwowy instytut wydawniczy
wydawnictwo dreams
Feeria Young
wydawnictwo czarna owca
rebis
CinemaPm
Kino Świat
woblink
gandalf
bookmaster

Współpraca:

secretum
duzeka
mediakrytyk
zBLOGowani.pl