NASTOLETNIA MIŁOŚĆ, NASTOLETNIA PEWNOŚĆ
My, kobiety, nigdy nie jesteśmy dość dobre. Zwłaszcza w okresie dojrzewania. Zwykle patrzymy w lustro i widzimy w nim jedynie konstrukcję złożoną z wątpliwej jakości elementów. Grubych ud, wąskich ust, nieinteresująco opadających kącików oczu. Charaktery też mamy marne. Niezbyt subtelne, nadto wybuchowe, za mało albo nadmiernie wrażliwe. Nasze zainteresowania są nudne, a my – te prawdziwe – mało pociągające (w każdym wymiarze). Doskonale tematyzuje ten problem powieść Kasie West, „Chłopak z sąsiedztwa”.

Aż strach pomyśleć, jak bliska byłam ominięcia tego tytułu! Książka zawędrowała do mnie z wydawnictwa Feeria Young przypadkowo i od pierwszego spotkania nie wzbudziła szczególnie przyjemnych emocji. Ukazana na okładce, pozbawiona twarzy, zatracona w miłosnym uścisku para nasuwała skojarzenia z nieprzyjemnie sztampową historyjką dla złaknionych fałszywego, pełnego dramatycznych zwrotów akcji romantyzmu. Uchwycony w promieniach wschodzącego (zachodzącego?) słońca duet, w którym kobieta stereotypowo unosi jedną nogę do góry podczas pocałunku, bardzo mnie do siebie zniechęcił. Tym bardziej, że opatrzony został dopiskiem „Najlepiej rozmawia się nocą…”. Bo jak to tak? Najlepiej rozmawia się nocą, a na okładce dostaję słońce? Nawet ulokowana na ostatniej stronie lista blogerów, którzy polecili powieść Kasie West nie zrobiła na mnie wrażenia. Tak dalece uprzedzona byłam do „Chłopaka z sąsiedztwa”.

chłopak z sąsiedztwa recenzja

Tymczasem okazało się, że ta nieskomplikowana historia dojrzewającej dziewczyny warta jest najwyższego zainteresowania, zwłaszcza wśród realnych rówieśników książkowej bohaterki. Nastoletnia Charlie Reynolds przeżywa bowiem wszystko to, co w swoim czasie przeżywa każda z młodych kobiet – pierwsze zauroczenie, zakochanie, pragnienie akceptacji i konieczność zmierzenia się z konsekwencjami własnych decyzji. Wychowywana w domu, w którym stanowi jedyny żeński pierwiastek, wyraźnie zdominowana przez czwórkę pozostałych, męskich domowników (trójkę braci i ojca), zmagać musi się jednak nie tylko z typowymi dla jej wieku i płci zdarzeniami, ale także brakiem matki, której śmierć sprzed wielu lat wciąż nawiedza dziewczynę w snach. Czy lekiem na wszystkie lęki i niepewności okaże się honorowy, czwarty brat? I czy faktycznie Charlie potrafi żyć dziecięcą niewinnością i w uroczym szatynie dostrzegać jedynie bliskiego przyjaciela, niemal członka rodziny? Dokąd zaprowadzi ją jej upór i nieprzystępność?

Najczęściej na historie miłosne nastolatków reaguję alergicznie. Bywa, że w krytycznych momentach śmieję się w głos. Nie kupuję idei literatury popularnej XXI wieku dla młodzieży, w której do każdej powieści wciska się jak najwięcej dramatów. Życie jest skomplikowane, zwłaszcza dla dojrzewających jednostek, i bez tajemniczej biografii rodem z „Antygony”. Zdaje się, że Kasie West doskonale rozumie ten problem. Jej „Chłopak z sąsiedztwa” to powieść naiwna, ale naiwna w najlepszym, najbardziej uroczym z możliwych znaczeń tego słowa – nieświadoma, prostoduszna, beztroska, epatując ufnością. Jest dokładnie taka, jak nastoletni wiek. Jak czas, kiedy wydaje się, że wszystko jest „na zawsze” albo „nigdy w życiu”; gdy jedno gorące spojrzenie oznacza miłość, a jedno przypadkowe słowo może stać się powodem tygodniowej bezsenności. To historia bezgranicznej ufności i absolutnego braku wiary w siebie. To historia moja i milionów innych dzieciaków, które w swoim czasie długo uświadamiały sobie coś, co dzisiaj wydałoby się im (nam) oczywiste.

Ponieważ to tutaj jest jak sen. Nie musi być prawdziwe. Wydaje się niemal, że unosimy się tuż za granicą świadomości, mogąc mówić wszystko, cokolwiek zechcemy, a rankiem, jak to bywa ze snami, ten stan się powoli rozwiewa. To tak, jakbyś ty spał teraz w swoim łóżku tam na górze, ja zaś w moim, a tę rozmowę toczyła nasza podświadomość.

Autorka bez zbędnego koloryzowania i wyolbrzymiania pokazuje także problem przepracowywania traumy, jaką jest strata rodzica. Główna bohaterka nie monologuje, nie dramatyzuje. Na dalszy plan spycha wrażenia i emocje, które niewygodne wciąż się w niej miotają. Zbyt się ich jednak boi, by móc je przyjąć i oswoić. Konsekwencjami jej strachu są różnego rodzaju ucieczki – w aktywność fizyczną, w bezpieczną skórę znanej z codzienności „męskości”, w kłamstwo. Śmierć matki wydaje się jednak w tej powieści nie tylko pewnym fabularnym faktem, ale i metaforą. W jej miejsce można by podstawić dowolny inny, istotny i determinujący wybory problem z naszej codzienności – rozwód rodziców, bycie adoptowanym, chorobę w rodzinie etc. W każdym z tych przypadków powieść West odsłoni czytelnikowi ten sam mechanizm wyparcia i poprzez działania bohaterki zachęci go do otworzenia się i wyrzucenia z siebie dręczących go przemyśleń.

Oczywiście „Chłopak z sąsiedztwa” to także opowieść o miłości. Tym pierwszym ważnym uczuciu. Chwili, gdy zaczynamy nagle spoglądać na płeć przeciwną – niekiedy osoby znane nam od lat – nie jak na aseksualnych partnerów zabaw w piaskownicy, ale dojrzałych i interesujących mężczyzn/kobiety. Autorka z odpowiednią dozą wrażliwości i subtelności nakreśla obraz kształtującego się dopiero uczucia, w którym trudno bohaterom przestawić się z niedawno jeszcze niewinnej, dziecięcej relacji w „sprawę dorosłych”. West pokazuje bezsenne noce, niedopowiedzenia, interpretacje, nieświadomość i świadomość uczuć w tak bezpretensjonalny i piękny sposób, że przez chwilę miałam wrażenie, że znowu mam naście lat i zastanawiam się, co oznaczają te motyle w brzuchu, które czuję, gdy myślę o Nim.

Czy uważasz, że któryś z nich widzi we mnie kogoś, z kim wybrałby się na randkę? Oczywiście, że nie. Widzą we mnie… A, prawda, wielką, krzepką dziewuchę. A jeśli będą chcieli się z kimś umówić, wybiorą się do galerii handlowej lub do klubu i poszukają tam dziewczyny w obcisłych ciuchach, która ma zrobione paznokcie i chichocze z ich żartów.

Całość napisana jest lekko i zwięźle. Autorka ewidentnie skupiła się na klarownym przedstawieniu fabuły, a nie warstwie eksperymentów językowych. W tym przypadku okazało się to wyborem doskonałym. Czytelnik błyskawicznie zanurza się w świecie przedstawionym. Co więcej, wypełnia go wzorcami z własnego życia w tych miejscach, gdzie został przez West – bardziej lub mniej celowo – niedookreślony. To właśnie dzięki temu można o „Chłopaku z sąsiedztwa” mówić jak o utworze uniwersalnym dla grupy odbiorczej w wieku dojrzewania.

To bardzo zdrowe wrócić czasami do chwil, gdy dorosłość wydawała nam się jeszcze marzeniem, w którym nie dominowała szara codzienność a szczere poczucie wolności i możliwości samorealizacji oraz samopoznania. „Chłopak z sąsiedztwa” pozwala raz jeszcze poczuć się uroczo naiwną nastolatką/nastolatkiem, przypomnieć sobie mętlik w głowie podczas pierwszych pocałunków i spocone ze stresu dłonie. Powieść Kasie West to idealna odtrutka na krótkie zimowe dni i długie, chłodne noce. Wystarczy jej egzemplarz, koc i kubek czegoś ciepłego, by raz jeszcze móc snuć pozbawione ograniczeń stawianych przez wymagania dorosłości marzenia.

Za egzemplarz dziękuję: Feeria Young

Alicja Górska