Alicja Górska
SPRAGNIENI NISZOWEGO SF
Jeżeli poszukujemy filmu, gdzie tańczą Hindusi, nie sięgniemy do kina niemieckiego. Jeżeli mamy chrapkę na komedię romantyczną z hollywoodzkimi gwiazdami, nie będziemy jej szukać wśród produkcji z Cypru. Z kolei, gdy najdzie nas ochota na solidne kino science fiction, będziemy się rozglądać wśród produkcji wysoko-, a nie niskobudżetowych. Co więcej, w pierwszej kolejności przejrzymy zapewne propozycje Stanów Zjednoczonych. Tymczasem, całkiem niedaleko od Hollywood i milionowych nakładów finansowych, w Kanadzie, narodził się „Projekt-M” – niskobudżetowa produkcja, która tylko nieznacznie odbiega od kolosów z pierwszych miejsc zestawień wydanych na realizację filmu fortun.
MIASTO TO LUDZIE I ICH HISTORIE
Nowy Jork to symbol spełniających się snów i niekończących możliwości. Marzą o nim ludzie z całego świata, przekonani, że sama tylko doń wyprowadzka gotowa byłaby przemienić ich życie w magiczną przygodę. O Nowym Jorku śpiewali między innymi: U2, Paloma Faith, Lady Gaga, Freddie Mercury, Snow Patrol czy T.Love (a to tylko kilka pierwszych skojarzeń); kręcono o nim filmy i osadzano w nim niezliczoną ilość historii. Nigdy wcześniej jednak nie stał się głównym bohaterem powieści historycznej, mającej na celu ukazać jego dzieje. Dokonał tego dopiero, znany już z podobnego potraktowania Paryża, Edward Rutherfurd.
To nie pierwsza internetowa burza w związku z dziwnymi zachowaniami autorów w przestrzeni wirtualnej, ale pierwsza, w której zdecydowałam się zabrać głos. Źle, oj źle dzieje się ostatnio w środowisku polskich pisarzy, skoro czują się zmuszeni do stosowania równie… no właśnie. Równie jakich działań? Co chciała uzyskać swoim wpisem Katarzyna Michalak?
KLIMATYCZNA SZTAMPA
Filmowym twardzielom niestraszne żadne przeszkody. Zdawać by się nawet mogło, że zupełnie nie interesuje ich własne życie. Zresztą, czy w ogóle mają jakieś „własne życie”? Realizując kolejne, coraz niebezpieczniejsze zlecenia, czy wpadając na coraz bardziej ryzykowne plany, prywatną egzystencję odkładają na boczny tor. Ścigani, nienawidzeni, z wyrokami przestępczego świata nałożonymi na ciężkie od trudnej sprawiedliwości barki, zatracają się w nieprzerwanym kole celu i konieczności jego osiągnięcia za wszelką cenę. Nawet, jeżeli oznacza to chwilową zmianę drużyny, jak np. w „Więzieniu w ogniu”.
URODZENI PRZEGRANI
Filmy o nałogowcach, to jeden z typów produkcji, które szczególnie mnie dotykają. Nie dlatego, że mam jakieś prywatne doświadczenia z tym związane, ale dlatego, że niezwykle silnie oddziałuje na mnie wizja trwania w pewnym liminalnym stanie – pomiędzy pragnieniem kontynuowania działań nałogowych, świadomością dramatyzmu swojego położenia i złudną wiarą w to, że można przestać – cokolwiek się robi – w każdej chwili. Śledzenie kolejnych złych wyborów i swoistego studium upadania oraz pewność, że bohater z tragicznej sytuacji przejdzie w jeszcze gorszą, sprawiają, że oglądania podobnych filmów to katorga dla moich nerwów i kondycji psychicznej, rozdzieranej między współczuciem, wściekłością i rozczarowaniem. Nie inaczej było w przypadku seansu filmu „Urodzeni zwycięzcy”.
DAWANIE ROZKOSZY
Wydaje się, że wieki minęły od czasu, gdy wampiry święciły sukcesy na salonach literatury popularnej. Kiedyś wyczekiwane odsłony kolejnych serii wykorzystujących motyw bardziej lub mniej dzikich krwiopijców, dzisiaj albo zostały zapomniane albo cieszą się jedynie garstką najwierniejszych fanów. Przyznam, że nie sądziłam, iż w moje ręce trafi jeszcze premiera opierająca się na podobnym schemacie postaci. Trwałam jedynie w postanowieniu, że kiedyś doczytam cykl Anne Rice, skończę literacką wersję „Czystej krwi” i pożegnam się z „Wampirami z Morganville”. Tyle. Tymczasem nieśmiertelni wciąż okazują się żywi, np. w „Raven” autorstwa Sylvain Reynard.
O KROK OD KINGA
Zanim sięgnęłam po „Ciemność płonie”, słyszałam na jej temat kilka zachęcających opinii-komentarzy, w tym dwa, które naprawdę zaostrzyły mój na książkę apetyt. Po pierwsze – to zdaniem czytelników najlepsza powieść Ćwieka. Po drugie – zupełnie odmienna od późniejszych, ponieważ „się nie sprzedała, a z czegoś trzeba żyć” i autor postawił na… na to, co postawił. Prawda tego pierwszego to rzecz relatywna. Jeżeli zaś chodzi o drugie, to nie potrafię ani potwierdzić, ani obalić tej plotki. Strzelam jednak, że to bzdura, bo chociaż „Ciemność płonie” odróżnia się od wymienionych wcześniej tytułów autora, to wciąż wyraźnie widać w niej jego styl.
DOJRZEWANIE SUPERBOHATERÓW
Drugi tom historii o przygodach Rycha Zwierzchowskiego długo spoglądał na mnie najpierw z półki, a potem z samego dołu książkowego sztapla, który zwykłam kompletować przy łóżku. Problem w tym, że sztapel rósł, a „Dreszcz 2” zamiast awansować w czytelniczych planach, wciąż spadał na niższe pozycje fikcyjnej tabeli. Działo się tak przede wszystkim, dlatego że pierwsza część powieści nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Ot, było dowcipnie i popkulturowo, ale nic ponad to. Jak się miało wkrótce okazać, był to po prostu dopiero wstęp do prawdziwej opowieści.
PRZEBÓJ NAPRAWDĘ GŁOŚNY
W odniesieniu do książki Jakuba Ćwieka pojęcie „głośny przebój” nabiera nowego znaczenia. Faktem jest, że, jak na polskie realia, „Dreszcz” sprzedał się w wysokim nakładzie i wywołał energiczny odzew czytelników. Raz jeszcze świat polskiej fantastyki zadrżał w swoich posadach, a skrajne obozy – miłości i nienawiści – powzięły się walki o swoje racje. „Dreszcz” jest jednak głośny również w inny sposób. Jego stronice wypełnia rock. Sam też jest jak mocny rockowy kawałek.
JAK CZYTAĆ ECO?
Umberta Eco miałam okazję poznać jedynie przelotnie. Uśmiechnął się do mnie zmęczony (jak chwilę wcześniej zapewniał, po prostu nie nadążał za polską gościnnością rozumianą w ilości spożywanego alkoholu), podpisał książkę, pośrednio podziękował za wystawę. Było miło. Nigdy wcześniej i nigdy później nie znajdowałam się tak blisko osoby nominowanej do nagrody Nobla. A może byłam znacznie bliżej? Wtedy, gdy czytałam jego eseje i powieści? A może właśnie teraz, gdy podróżując pociągiem kończyłam „Jak podróżować z łososiem”?



(NIE)LUDZKA TRAGEDIA
DISCO MAGIA
EFEKTOWNA MAGIA
DZISIEJSZY NARCYZ TO LICEALISTKA
