Literatura

śpiące królewnyPOBUDKA, ŚWIECIE!
Do spotkania ze „Śpiącymi królewnami” nigdy nie myślałam o Stephenie Kingu w kategoriach aktywisty, czy osoby zaangażowanej politycznie. Ufałam jego lekturom jako opowieściom uniwersalnym; jako ciekawym konstruktom fabularnym zawsze na wysokim poziomie. W powieści, którą napisał ze swoim synem Owenem, mimo jej wyraźnej fantastyczności, trudno jednak nie zauważyć błyskotliwego i mocnego komentarza do aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych.

Czytaj dalej

silenceCISZA PRZED BURZĄ
Natasha Preston dała mi się poznać poprzez „Uwięzione” jako sprawna autorka-rzemieślniczka. Historia o porwanej i przetrzymywanej w piwnicy dziewczynie może nie zwaliła mnie z nóg, ale wciągnęła wystarczająco bym wpisała Preston na listę obserwowanych twórców beletrystyki. Drugie spotkanie z autorką – poprzez „Silence” – wywołało na podstawowym poziomie podobne emocje. Okazało się absorbujące, ale również pozbawione „tego czegoś”.

Czytaj dalej

celwony klólikNIE TAKI DIABEŁ STRASZNY
Kiedy byłam dzieckiem przed pójściem spać, układałam wszystkie swoje pluszaki. Potrafiłam wstać w środku nocy tylko dlatego, że robiło mi się żal przytulanki, która spadła z łóżka na podłogę. Kiedy przyszedł czas wynoszenia zabawek na strych, pakowałam pluszaki do worka ze łzami w oczach. Chciałam robić nawet dziurki w workach (powstrzymało mnie tylko powtarzanie sobie, że jestem już dużą dziewczynką) z obawy, że zabawki się poduszą. Ale miałam też przytulanki, których się bałam. Tak, jak Funia, bohaterka książki Lissy Evans, obawiała się Celwonego Klólika.

Czytaj dalej

chłopak, który bał się być samSZAŁ SAMOTNOŚCI, SZAŁ DESPERACJI
Podobno w USA do przestępstw z udziałem broni dochodzi w szkole statystycznie raz na tydzień. Najwięcej ofiar w strzelaninie, za którą odpowiadał student (Cho Seung-hui) odnotowano 16 kwietnia 2007 roku w mieście Blacksburg, gdzie zginęły 33 osoby, a kolejnych 25 zostało rannych. Następną statystycznie największą tragedią jest wydarzenie z zeszłej środy (14.02.2018). W miejscowości Parkland Nicolas Cruz wszedł do swojego byłego liceum i zastrzelił z karabinu 15 osób, a 17 ciężko ranił. O podobnym zdarzeniu pisze Marieke Nijkamp w książce „Chłopak, który bał się być sam”.

Czytaj dalej

paranoiaWYOBRAŹNIA LOGIKĄ NIEOSZLIFOWANA

Lubię czytać debiuty. Nie przeszkadza mi selfpublishing, często skrywający w sobie perełki, które nie zainteresowały wydawców tylko dlatego, że nie wpisują się w aktualne trendy sprzedażowe. Kiedy Piotr Adach zaproponował* mi do recenzji „Paranoię” byłam pełna pozytywnych emocji. Osiemnastoletni chłopak, gatunek fantasy i dość enigmatyczny opis dawały nadzieję na odświeżającą bryzę w dusznym świecie tych samych nazwisk na szczytach list bestsellerów. Niestety. Jak się wkrótce okazało, by skończyć tę przygodę, potrzebowałam respiratora.

Czytaj dalej

pudełko z guzikami gwendyMAŁE PUDEŁKO I WIELKA ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Kiedy dodawałam na wirtualną półkę Legimi „Pudełko z guzikami Gwendy” autorstwa Stephena Kinga i Richarda Chizmara, spodziewałam się czegoś o przynajmniej 500-stronicowej objętości. W końcu King od dawna już celuje w opasłe tomiska, a tutaj mamy do czynienia z duetem. Dwóch autorów – myślałam – z których przynajmniej jeden lubi się rozpisywać, zwiastuje pokaźną lekturę. Okazało się, że historia Gwendy to niecałe 200 stron. Trzeba jednak przyznać, że solidnych.

Czytaj dalej

TONĄCY BRZYTWY SIĘ CHWYTA
Był wrzesień 2017 roku, gdy pisałam recenzję „Friendzone” debiutującej Sandry Nowaczyk i szczerze życzyłam Jej powodzenia. Był wrzesień, gdy ubierałam w słowa kilkugodzinny powrót do czasów młodzieńczych miłosnych uniesień i przyjacielskich nieporozumień. Jest styczeń 2018 roku, gdy próbuję pozbierać wrażenia po kolejnej powieści autorki – „Fake it”. Jeżeli jednak spodziewacie się, że mój rozpad jest efektem zachwytu, to… jesteście w błędzie.

Czytaj dalej

piosenki o dziewczynieOCH, ZAŚPIEWAJ DLA MNIE
Przez jakiś czas od 2005 roku świat należał do braci Kaulitz i zespołu Tokio Hotel. Była to pierwsza podobna fala szału fanostwa wśród nastolatek jakiej byłam świadkiem. W Internecie mnożyły się fanfiki z chłopcami i ich fankami w rolach głównych. W zaciszach pokoi dziewczyny całowały do snu plakaty. Na szkolnych korytarzach echem niosły się śpiewane z pamięci utwory. Świat zwariował. Zupełnie jak ten w „Piosenkach o dziewczynie” Chrisa Russella.

Czytaj dalej

nie ma albertynyCZY ZAPOMINANIE BOLI?
Kiedyś nie spodziewałabym się, że dotrę do szóstego tomu „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Tworzyłam oczywiście plany tej lektury – majaczyły gdzieś w wizji, w której miałam siwe włosy, bujany fotel i zdecydowanie za dużo czasu – ale zawsze wydawały mi się bardziej pobożnym życzeniem niż nadchodzącym faktem. Tymczasem, choć trochę mi to zajęło, odstawiam na półkę „Nie ma Albertyny” i… cierpię.

Czytaj dalej

małe kłamczuchyNUDA Z KRWI I KOŚCI
W swoim czasie byłam fanką twórczości Charlaine Harris. Przeszłam nie tylko przez wszystkie sezony „Czystej krwi” oraz ich literackie odpowiedniki (co przyznaję było dużo trudniejsze niż obejrzenie serialu – to nieczęsty przypadek, gdy adaptacja jest wyraźnie lepsza od pierwowzoru), ale również przez mniej popularne tytuły autorki, jak cykl „Lily Bard”. Po nim nastąpiła dla mnie kilku letnia przerwa od Harris. Przerwały ją dopiero „Małe kłamczuchy”.

Czytaj dalej

misja ivyBUNT MARIONETEK
Z jednej strony prym wśród zainteresowań literaturą fantastyczną wiedzie postapokalipsa, a z drugiej strony – dystopia. Chcemy albo destrukcyjnie niszczyć, albo naprawiać za wszelką cenę (kosztem np. wolności). Marzymy, by zesłać na świat atomówkę, a potem pozbierać się z gruzów i walczyć od przetrwanie. Czy to rodzaj pokuty? A może droga do wyzwolenia? Historia Amy Engel „Misja Ivy” to jeszcze jedna opowieść o ludziach, którzy musieli zaczynać od nowa po zagładzie świata. I byłoby cudnie, gdyby nie wmieszała się w to całe odradzanie z popiołów polityka.

Czytaj dalej

metro 2033NIEZMIENNE SĄ TYLKO ZMIANY
Powszechnie wierzymy, że wszystko już było, że zostały nam tylko schematy, wpisywanie się w odkryte i przepracowane. A potem zjawia się ktoś taki, jak Dmitry Glukhovsky, który w wieku 18 lat coś tam zaczyna sobie kombinować, składać zdania, tworzyć fabułę. Opatruje swoją książkę niepozornym tytułem „Metro 2033” i… świat wariuje. Bo okazuje się, że autor wciąż może odkrywać, zadziwiać i nieprzeciętną wyobraźnią budzić zazdrość. A przy tym pod płaszczem literatury popularnej ukryć rozważania o ludzkiej naturze i aktualnej polityce.

Czytaj dalej

powrót królaKONIEC DROGI
No i nadszedł wreszcie ten dzień, gdy zakończyłam przygodę z jedną z najbardziej znanych serii fantasy na świecie. Tak, przybiłam z J. R. R. Tolkienem mentalną piątkę, gratulując mu solidnego konceptu i tytułu prekursora, a potem odłożyłam jego dzieło na półkę. Niestety, jakkolwiek szanuję pracę profesora, to nie mogę powiedzieć, żebym chciała wrócić do tej przygody. Szczerze, to po prostu cieszę się, że mam to już za sobą (z tych samych powodów, o których pisałam w recenzjach poprzednich tomów – to, co zaczął Tolkien inni zdążyli już solidnie udoskonalić).

Czytaj dalej

dwie wieżePRÓBY CHARAKTERU
Tempo czytania Tolkiena uważam za jedną z moich największych porażek z kręgów poznawania literatury. Chciałabym mieć coś na swoje usprawiedliwienie, ale jedynym, co przychodzi mi do głowy jest fakt, że „Władca pierścieni” nie jest lekturą dla mnie. Szczególnie, że w drugim tomie tej serii wyraźniej uwydatniają się wady, które czytanie utrudniają i czynią mniej przyjemnym niż mogłoby być. 

Czytaj dalej

bractwo pierścieniaWALKA O TOLKIENA
Nie ma chyba na Ziemi osoby, która nie słyszałaby o serii „Władca Pierścieni” (do słówka „bractwo” jakoś się nie mogę przyzwyczaić) oraz jej autorze J. R. R. Tolkienie. Nie da się jednak ukryć, że to filmy, a nie książki przybliżyły większej części ludzi historię Śródziemia. I tu zaczyna się wstydliwa część tego wstępu. Dziesięć lat temu zrobiłam podejście do sławnej opowieści o wyprawie Froda, ale zakończyło się ono fiaskiem.

Czytaj dalej