Pierwszą książkę, którą wydało wydawnictwo Feeria Young, napisała w wieku 15 lat. Drugą niedługo później. Jeszcze nie skończyła liceum, a ma już na swoim koncie dwie powieści. Zdziwi się jednak ten, kto spodziewa się po tak młodej autorce wyłącznie nastoletnich rozterek. O ile debiutanckie „Friendzone” faktycznie traktuje o młodocianych uczuciach, o tyle „Fake it” dotyka znacznie trudniejszego tematu.
Natasha Preston dała mi się poznać poprzez „Uwięzione” jako sprawna autorka-rzemieślniczka. Historia o porwanej i przetrzymywanej w piwnicy dziewczynie może nie zwaliła mnie z nóg, ale wciągnęła wystarczająco bym wpisała Preston na listę obserwowanych twórców beletrystyki. Drugie spotkanie z autorką – poprzez „Silence” – wywołało na podstawowym poziomie podobne emocje. Okazało się absorbujące, ale również pozbawione „tego czegoś”.
Nominacje do Oscarów 2018 to naprawdę solidny i różnorodny zestaw propozycji filmowych. Na tle tytułów nominowanych w kategorii Najlepszy Film najwyraźniej odstaje „Czwarta władza”, której oscar-baitowy charakter trudno byłoby zamaskować. Zaangażowany społeczno-politycznie temat scenariusza, za sterami gwarantujący wysoką jakość produkcji Steven Spielberg, a w rolach głównych ulubieńcy Stanów Zjednoczonych (Meryl Streep i Tom Hanks) – niełatwo o wyraźniejszy komunikat dla Akademii. Ale czy „Czwarta władza” to rzeczywiście oscarowy film?
Kiedy byłam dzieckiem przed pójściem spać, układałam wszystkie swoje pluszaki. Potrafiłam wstać w środku nocy tylko dlatego, że robiło mi się żal przytulanki, która spadła z łóżka na podłogę. Kiedy przyszedł czas wynoszenia zabawek na strych, pakowałam pluszaki do worka ze łzami w oczach. Chciałam robić nawet dziurki w workach (powstrzymało mnie tylko powtarzanie sobie, że jestem już dużą dziewczynką) z obawy, że zabawki się poduszą. Ale miałam też przytulanki, których się bałam. Tak, jak Funia, bohaterka książki Lissy Evans, obawiała się Celwonego Klólika.
Bez wątpienia reżyseria to profesja zdominowana przez mężczyzn. Co smutne, odbicie tego podejścia widać również w przyznawaniu nagród na kluczowych festiwalach filmowych. Po dziś Oscara dla Najlepszego filmu, jak i analogiczną statuetkę na Festiwalu w Cannes, zdobyły tylko dwa (różne) obrazy, które wyszły spod kobiecej ręki. Od czasu sukcesu Kathryn Bigelow w 2010 roku, na kolejny kobiecy akcent w wyścigu po jedną z najważniejszych złotych statuetek wielbiciele X Muzy musieli czekać aż do tegorocznej gali. Tym razem do walki stanęła Greta Gerwig, czy też Lady Bird. Czytaj dalej →
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego stoicie na czerwonym świetle w środku nocy, gdy na horyzoncie nie maluje się nawet cień bytności innego pojazdu? Dlaczego podążacie trasami strzałek wytyczonymi w Ikei? Dlaczego marzycie o kupnie telefonu, telewizora, samochodu? Dlaczego schematy Waszego życia w tak małym stopniu różnią się od planów otaczających Was ludzi?
Podobno w USA do przestępstw z udziałem broni dochodzi w szkole statystycznie raz na tydzień. Najwięcej ofiar w strzelaninie, za którą odpowiadał student (Cho Seung-hui) odnotowano 16 kwietnia 2007 roku w mieście Blacksburg, gdzie zginęły 33 osoby, a kolejnych 25 zostało rannych. Następną statystycznie największą tragedią jest wydarzenie z zeszłej środy (14.02.2018). W miejscowości Parkland Nicolas Cruz wszedł do swojego byłego liceum i zastrzelił z karabinu 15 osób, a 17 ciężko ranił. O podobnym zdarzeniu pisze Marieke Nijkamp w książce „Chłopak, który bał się być sam”.
Są takie produkcje, które z czasem nagradzają widza za cierpliwość i właśnie do tego rodzaju propozycji należy „Dark”. W pierwszym odcinku tytuł co prawda może uwodzić pewną tajemniczością i niecodzienną atmosferę rodem z miksu powieści Stephena Kinga i jego syna Joe Hilla, ale przetrwanie kolejnych trzech nie udaje się każdemu. A szkoda, bo właśnie po czwartym odcinku zaczyna się robić naprawdę interesująco.
Antybohaterowie najwyraźniej kręcą Netflixa. Mamy Micky w „Love”, która przez większość czasu jest destrukcyjna i emocjonalnie okrutna; alkoholika i oszusta Chipa we „Flaked” i wreszcie Sophię – niezbyt sympatyczną, popadającą w egotyczne stany bohaterkę „Szefowej”. Jak na ironię to jednak z nimi, a nie ze standardowo miłymi protagonistami, powinno nam – widzom – łatwiej się utożsamić. O ile jednak Micky czy Chip to postaci wymyślone, o tyle Sophia Amaruso, to realna postać z krwi i kości – założycielka firmy Nasty Gal, która jeszcze niedawno święciła sukcesy jako modowa businesswoman oraz bestsellerowa autorka „Girlboss”.
Ma dopiero 18 lat*, a już walczy o miejsce pośród autorów polskiej fantastyki. Swoją debiutancką powieść, „Paranoię”, ukończył mając lat 17, jednak rok poświęcił na poprawki i dopracowywanie swojego dzieła. Jak sam o sobie mówi: „uwielbia kreować nowe światy, wierzy, że ludzka wyobraźnia nie zna żadnych granic”.
Uczeń maturalnej klasy XXVIII LO im. J. Kochanowskiego w Warszawie zafundował czytelnikom wejście smoka, poruszając w debiucie problem narodzin świata i jego niedoskonałości; stawiając tezę, że przed „nami” było coś jeszcze. I jak tu nie pokładać nadziei w młodych ludziach?
Lubię czytać debiuty. Nie przeszkadza mi selfpublishing, często skrywający w sobie perełki, które nie zainteresowały wydawców tylko dlatego, że nie wpisują się w aktualne trendy sprzedażowe. Kiedy Piotr Adach zaproponował* mi do recenzji „Paranoię” byłam pełna pozytywnych emocji. Osiemnastoletni chłopak, gatunek fantasy i dość enigmatyczny opis dawały nadzieję na odświeżającą bryzę w dusznym świecie tych samych nazwisk na szczytach list bestsellerów. Niestety. Jak się wkrótce okazało, by skończyć tę przygodę, potrzebowałam respiratora.
Poszukiwanie pracy, wykładanie na uczelni, końcowa faza pisania doktoratu i próba nadrobienia zaległości kulturowo-towarzyskich już po obronie – to wszystko nie są okoliczności sprzyjające pochłanianiu seriali w dużych ilościach. Dlatego w 2017 roku na pewno ominęło nas wiele ciekawych pozycji tego typu. Zresztą, naiwnością byłoby założenie, że obejrzeliśmy choćby wszystkie warte uwagi filmy, wymagające przecież mniejszego niż seriale zaangażowania czasowego. Tym niemniej, i tak udało nam się trafić w tym okresie na sporo fajnych i godnych polecenia tytułów.
Temat autyzmu jest wciąż zagadnieniem pełnym mitów. Z jednej strony większość niezmiennie traktuje go jak chorobę, z drugiej balansuje wady odmienności autyków przekonaniem o ich –skrywanym pod płaszczykiem rzekomego upośledzenia – geniuszu. Jednocześnie autyzm często społecznie traktuje się na równi z takimi chorobami jak zespół Downa. Tymczasem, jak pokazuje również serial „Atypowy”, autyzm charakteryzuje się różnymi stopniami intensyfikacji, a osoby wykazujące zaburzenia z jego spektrum często po prostu nieco inaczej odbierają świat (z całym jego pogmatwaniem), co… znacznie komplikuje im życie.
Kiedy dodawałam na wirtualną półkę Legimi „Pudełko z guzikami Gwendy” autorstwa Stephena Kinga i Richarda Chizmara, spodziewałam się czegoś o przynajmniej 500-stronicowej objętości. W końcu King od dawna już celuje w opasłe tomiska, a tutaj mamy do czynienia z duetem. Dwóch autorów – myślałam – z których przynajmniej jeden lubi się rozpisywać, zwiastuje pokaźną lekturę. Okazało się, że historia Gwendy to niecałe 200 stron. Trzeba jednak przyznać, że solidnych.
O tym serialu mówiło się na długo przed premierą. Ekranizacja powieści Jaya Ashera miała być początkowo filmem z Seleną Gomez w roli głównej, ale ostatecznie ukazała się w wersji serialowej z aktorką i piosenkarką na miejscu producentki. Mające swoją premierę w marcu 2017 roku na platformie Netflix „13 powodów” wzbudziło ogromne kontrowersje.